I tym razem wyruszamy z Wysowej-Zdroju zataczając pętlę po dawnych łemkowskich wsiach, cerkwiach i krajobrazach, w których ta pamięć została. Idziemy pustymi szlakami, dzieląc się rozmową i grejpfrutem z napotkanym piechurem. Na koniec gościmy w regionalnej karczmie z daniami, które tę pamięć przywołują. Zapraszam na kolejną wędrówkę w Beskidzie Niskim.
Do Ropek przez Przełęcz Hutniańską
Podobnie, jak dzień wcześniej wędrujemy z Wysowej-Zdroju do Ropek niebieskim szlakiem, przez malowniczą Przełęcz Hutniańską.
Siadamy na chwilkę przy znajdującym się tu stole z ławkami, by spojrzeć na masyw Ostrego Wierchu, którym wczoraj maszerowaliśmy, schodząc z Lackowej. To również miejsce, gdzie Hugo może beztrosko biegać po pustych łąkach i pastwiskach.
Przed nami 2 km spaceru doliną Ropskiej Wody, pustą szutrową drogą,
z wyschniętymi korytami potoków i dawnymi zabudowaniami. Drogą, którą mogłabym chodzić bez końca...
I znów stajemy w centrum Ropek. Ropek, których już nie ma. Historia tego miejsca zaczęła się pod koniec XVI wieku, gdy wołoscy pasterze zasiedli w dolinie i ulokowali wieś na swoim prawie. Przez prawie 400 lat życie toczyło się tu w zgodzie z naturą, wedle pór roku i rusińskiego obrządku. Brutalnie przerwane w latach 1941-1942 i zakończone w 1947 roku Akcją Wisła. To, co zostało to pamięć zapisana w starych jabłoniach, przydrożnych kapliczkach i na kamieniu nagrobnym, na starym łemkowskim cmentarzu.
Dzisiejsze Ropki zapraszają turystów, którzy pragną oderwać się od wielkomiejskiego zgiełku, by w ciszy i przyrodzie odnaleźć harmonię. Zapraszają również piechurów przemierzających Główny Szlak Beskidzki z Ustronia do Wołosatego, lub odwrotnie, gdyż ten właśnie przez Ropki prowadzi.
Z Ropek do Hańczowej
Podobnie jak wczoraj, wchodzimy na GSB koloru czerwonego, tyle że w przeciwnym kierunku - w stronę Hańczowej, szukając dla Huga ochłody w Ropskiej Wodzie. Tu, dzięki pracy czworonożnym inżynierom, przynajmniej brzuszek może zamoczyć.
Droga, którą idziemy w obie strony jest pusta i wyłącznie do naszej dyspozycji, a sielskie krajobrazy sprawiają, że mamy wrażenie jakby to wszystko czekało tylko na nas. Przyjemne uczucie.
Wsłuchani w urzekającą ciszę zbliżamy się do niewielkiego zbiornika na Ropskiej Wodzie, który w tym krajobrazie i wrześniowym słońcu wygląda po prostu bajecznie.
Przyzwyczajeni już do faktu, że jesteśmy na szlaku sami, wielkie zdziwienie wywołuje nadchodzący z naprzeciwka piechur. Zatrzymujemy się na chwilę, by z rozmowy dowiedzieć się, iż pan przemierza właśnie Główny Szlak Beskidzki w stronę Ustronia. Zapytani o najbliższy sklep na szlaku, niczym autochtoni odpowiadamy, że takowy znajduje się w Izbach, ale w godzinach południowych jest zamknięty. Widząc malujący się na twarzy pana frasunek, nie zastanawiając się długo oddajemy naszego grejpfruta, przewidzianego na drugie śniadanie.
Po przejściu niespełna 2 km od "centrum" Ropek wychodzimy na szosę, z której podziwiać możemy masyw Bzianego, widziany od drugiej strony.
Moje obawy o ruch na drodze okazują się bezpodstawne. Poza idącą z przeciwka dziewczyną, prawdopodobnie też GSB, mija nas jeden samochód. I tak, przez prawie 2 km.
Hańczowa i powrót Łemków
Dochodzimy do Hańczowej, przez którą przechodzi czerwony szlak GSB. Zanim pójdziemy jednak dalej, na chwilę z niego zbaczamy.
Historia Hańczowej sięga końca XV wieku, kiedy to została założona na prawie wołoskim przez Gładyszów - szlachecką rodzinę posiadającą rozległe ziemie w okolicach Gorlic. Następnie wieś zmieniała właścicieli, którzy dbali o jej rozwój. W 1800 roku powstała tu pierwsza szkoła podstawowa. Wcześniej, w XVII wieku powstała cerkiew, wzniesiona od podstaw w połowie wieku XIX, która do 1947 roku była cerkwią greckokatolicką. Po wysiedleniu Łemków służyła wiernym obrządku łacińskiego, popadając w ruinę. Powrót do Hańczowej rodzin łemkowskich pod koniec lat 1950. uratował cerkiew przed dewastacją. Pracą własnych rąk odnowili cerkiew, w której powołano parafię prawosławną. Cerkiew pod wezwaniem Opieki Matki Bożej. Dziś Hańczowa jest jednym z większych skupisk Łemków.
I właśnie dla tej historii warto zejść z obranego szlaku i przystanąć, choćby na chwilkę.
Przez Kozie Żebro do Wysowej-Zdroju
Wracamy na szlak i przechodzimy mostkiem nad rzeką Ropą,
mijamy kilka domostw i "przedzieramy się" zarośniętą ścieżką wzdłuż potoczku Markowska Woda będącego dopływem Ropy.
Po przejściu 2 km od Hańczowej, przez puste łąki wchodzimy na leśną drogę, gdzie siadamy na chwilkę na przygotowanym do zwiezienia drewnie, by uzupełnić płyny i popatrzeć na mapę.
Tuż przy tablicy informacyjnej o cerkwiach w Kwiatoniu i Brunarach wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO (tę pierwszą mieliśmy już okazję zobaczyć jadąc z Bartnego do Wysowej), szlak skręca w lewo i zaczyna piąć się w górę.
Przed nami niewielkie podejście (ok. 300 m) rozłożone na odcinku dwóch kilometrów. Ścieżka prowadzi pięknym bukowym lasem,
w którym spotykamy rodzinę bladoporków płaczących.
Tuż za smutnymi grzybami (a może to łzy szczęścia?), Pod Kozim Żebrem dochodzi szlak zielony, którym będziemy schodzić do Wysowej. Również tutaj przebiega granica Rezerwatu Kozie Żebro (rezerwat leśny), wzdłuż której idziemy, bowiem nie ma żadnych ograniczeń dla osób wędrujących z psem.
Kilka kroków i jesteśmy na szczycie Koziego Żebra (847 m n.p.m.). Szczyt jest praktycznie całkowicie zalesiony i pozbawiony widoków.
Nie zastanawiając się dłużej, zaczynamy pomalutku schodzić zielonym szlakiem do Wysowej-Zdroju. Szlak prowadzi ścieżką raz węższą, raz szerszą, z każdym metrem niżej coraz bardziej się "wypłaszczając", aż w końcu przechodzi w jedną z ulic Wysowej.
I znów mijamy cerkiew pw. św. Michała Archanioła,
by tym razem zatrzymać się w karczmie z regionalnymi daniami. Gdy my studiujemy menu, Hugo już raczy się wodą, która została mu przez obsługę restauracji podana.
Zamawiamy bojkowskie pierożki z hreczką (pierożki z baraniną i kaszą gryczaną niepaloną, w sosie pieczeniowym), zlepieńce z bryndzą (pierożki z bryndzą, serem wiejskim i cebulką) i deser - serowiec z gałką lodową, czyli sernik wiejski z suszoną śliwką, gałką lodów, karmelem i śmietaną.
Mam świadomość, że na sam widok zdjęć i opisów, można zrobić się głodnym, ale po prostu chcę jak najpełniej przedstawić łemkowskie smaki, dla których warto tu przyjechać!
Podsumowanie
Dzisiejsza wędrówka oscylowała w granicach 17 km i z wyjątkiem podejścia na Kozie Żebro, wiodła malowniczymi dolinami i miejscami, które dotknięte tragiczną historią, odradzają się na nowo. W tempie i rytmie typowym dla Beskidu Niskiego. Nieśpiesznym. Swoim własnym. I myślę, że właśnie tak najlepiej podróżować tutejszymi szlakami. Bez pośpiechu, uważnie.
Warto również skosztować dań kuchni łemkowskiej, które nie tylko nasycą po wędrówce, ale są jej dopełnieniem. Polecam!
Zobacz też

Spacer na Rotundę
Spacer z Regietowa na Rotundę jest krótki, ale z jej historią zostaje się dłużej. Cmentarz projektu Dušana Jurkoviča skłania do zadumy, którą najlepiej oswoić nad kubkiem herbaty w bazie namiotowej.
Beskid Niski3,6 kmŁatwaCzytaj
Ropki, haluszki i ściana płaczu
Ropki, sady i kuchnia łemkowska to jedno z oblicz Beskidu Niskiego. Lackowa ze słynną ścianą płaczu pokazuje prawdziwie górski charakter regionu.
Beskid Niski25,6 kmTrudna

