Za kilka dni jedziemy do Bielska-Białej Straconki, by przejść Mały Szlak Beskidzki. Pewnie część osób ma już tę przygodę za sobą, część ma w planach, a pewnie są i tacy, którzy o tym jeszcze nie myśleli. I może nie ma w tym nic nadzwyczajnego poza tym, że na wędrówkę wybieramy się razem z Hugo. A to, wbrew pozorom, stwarza dodatkowe wyzwania, którymi chcę się podzielić.
Zanim jednak dojdę do wyzwań z psem, to jedno – najważniejsze – mam już za sobą. Na wspólną wędrówkę udało mi się namówić Męża, który jeszcze po 25 latach małżeństwa potrafi być zaskoczony moimi pomysłami. I to szczerze!
MSB w skrócie
Mały Szlak Beskidzki to trasa licząca 137km. Suma podejść wynosi blisko 5770m, a suma zejść niespełna 5180m. W zależności, od której strony zacznie się wędrówkę, początek/koniec rozpoczyna się w Bielsku-Białej Straconce, a koniec/początek na Luboniu Wielkim. Szlak przebiega przez Beskid Mały, Beskid Makowski i Beskid Wyspowy. Rekord FKT Małego Szlaku Beskidzkiego wynosi 15h24m i na pewno nie zostanie zagrożony naszym przejściem.
Nocleg z psem
Trasę MSB zamierzamy rozłożyć na 4-5 dni, co mniej więcej pozwoli na pokonanie ok. 30km dziennie. Nie ukrywam, że wiele zależeć będzie od pogody i związanej z nią temperatury. Upalna pogoda będzie zdecydowanie bardziej męcząca zarówno dla Huga, jak i dla nas idących z plecakami. Za to plusem jest pora roku, w czasie której dni są najdłuższe. Tym sposobem będziemy mogli maszerować raniutko i późnym wieczorem, bycząc się w cieniu w największy gorąc.
Skoro kilka dni, to i kilka nocy przed nami. Pierwszy nocleg, który właśnie zorganizowałam w momencie pisania przypadnie nam w Chatce na Potrójnej, gdzie możemy nocować z psem. Pozostałe schroniska i miejsca na trasie nie są aż tak psyjazne. Pozostaje nam namiot, który na próbę rozstawiliśmy w ogrodzie, by sprawdzić, czy się pomieścimy z Hugo.
No cóż, bardziej niż na komfort postawiliśmy na wagę namiotu, który przyjdzie nam nieść. Podobnie z pozostałym sprzętem biwakowym. Idąc bez psa o nocleg pod dachem nie musielibyśmy się martwić. No ale gdzie wtedy fun?
Karma i suplementy dla psa
Kolejnym i chyba największym wyzwaniem w czasie kilkudniowej wędrówki z psem jest jego wyżywienie. Na co dzień, dieta Huga w zdecydowanej większości oparta jest na suchej karmie Pokusy, uzupełnionej suplementami tejże marki, dobranymi do jego wieku i potrzeb.
Żeby nie nieść „wora chrupek” ze sobą, o pomoc zwróciłam się właśnie do Pokusy. Podczas konsultacji dietetycznej, na której przedstawiłam nasze, a właściwie psie potrzeby, udało nam się wspólnie opracować w pełni zbilansowaną dietę dla Huga na czas wędrówki. Zbilansowaną również pod kątem objętości i wagi do niesienia.
Ponieważ są to produkty nowe dla Huga, pomalutku zaczynam je wprowadzać do jego diety obserwując równocześnie, jak na nie reaguje. Poza tym, Hugo otrzymał od producenta podróżną apteczkę m.in. z węglem aktywnym i bandażem elastycznym, izotonik w saszetkach do rozpuszczania w wodzie oraz spray chroniący przed insektami i pasożytami, których naprawdę można się wystraszyć! Całość uzupełniłam po konsultacji weterynaryjnej lekiem przeciwalergicznym, którego mam nadzieję nie użyjemy. Będąc kilka dni „w lesie” musimy pamiętać, że nawet najbliższy lekarz, może być daleko.
O suplementach, elektrolitach, czy lekach dla nas nie wspominam, gdyż wydaje mi się to zbyt oczywiste. Każdy z nas, kto chodzi po górach doskonale wie, co mu służy najlepiej i „daje kopa”. Poza tym, trasa Małego Szlaku Beskidzkiego prowadzi również przez miejscowości, w których bez problemu możemy coś zjeść lub kupić prowiant na drogę. Kalorie możemy uzupełnić także w schroniskach, do których co prawda nie wejdziemy z psem, ale na zewnątrz zawsze możemy usiąść.
Zobacz też

Owczarkowe love
Owczarkowe love to stan umysłu. To sierść w maselniczce, piłeczka w torbie z laptopem i pies, który zawsze jest obok. Ale też historia kilku owczarków, które na różne sposoby zostawiły ślad w naszym domu i życiu.
Czytaj
Świat według Hugo
Świat według Hugo zaczął się od pustki po Hansie, siatki dzielącej ogród i malucha, który wszędzie chciał być pierwszy. To opowieść o dorastaniu, socjalizacji i relacji, która przywróciła mi moje małe poczucie wolności.
Czytaj
Dwa pyszczki Lucky'ego
Lucky – gabaryt wilczarza, charakter jużaka. Gdy w domu słucha jazzu na ulubionej kanapie, na podwórku budzą się jużacze geny stróża. Dwa oblicza jednego, bardzo nieoczywistego psa.
