Hugo i Lucky w jednym stali domu, Hugo na górze, Lucky na dole...Dwa lata intensywnej pracy z psami, 1,5 roku względnego spokoju, i co? Wszystkim, którzy znają historię tej dwójki i trudnych początków, nasze serce i zaangażowanie, które włożyliśmy w ich relacje, opiszę stan obecny. A tym, którzy nie znają szybciutko przytoczę najważniejsze fakty.
Trudne początki
Lucky jest mieszańcem wilczarza irlandzkiego i owczarka południoworosyjskiego (jużaka). W skrócie mamy charakter jużaka o gabarycie wilczarza.
Choć Lucky od szczeniaczka wychowywał się z dwoma owczarkami staroniemieckimi (Homerem i Hansem), na staroniemca nie wyrósł.
Już wtedy musieliśmy wypracować pewne metody, dzięki którym wszystkim nam żyło się łatwiej, a którym poświęcam osobny wpis zatytułowany Owczarkowe love. Po odejściu Homera i Hansa za tęczowy most, przez miesiąc Lucky był sam, aż pojawił się Hugo. Puchata kulka, która pokrzyżowała spokojny żywot Lucky'ego, a Lucky w odwecie postanowił pokrzyżować go nam, nie akceptując nowego "kolegi".
Ogród podzieliliśmy siatką autostradową na dwa niezależne wybiegi dla psów, w salonie ustawiliśmy klatkę kennelową dla Huga, a na schodach barierę z plexiglassu. Każda próba zbliżenia się Huga do Lucky'ego mogła się skończyć atakiem na malucha. Chcąc zapewnić Hugowi jak najlepsze warunki do prawidłowego rozwoju zabieraliśmy go wszędzie tam, gdzie mógł się nauczyć "normalnych" relacji z psami i ludźmi. Uczęszczałam z nim na szkolenia, jeździliśmy na wystawy psów zdobywając przy okazji kolejne tytuły, no i pomalutku zaczęłam zabierać go w góry.
O ile w domu i w ogrodzie nie było szans na zbliżenie się psów do siebie, o tyle na zewnątrz działo się coś zgoła innego. Hugo radośnie podbiegał do Lucky'ego, który nie tylko nie warczał, ale zaczynał przyjaźnie machać ogonem. Zaczęliśmy coraz częściej wychodzić z psami na wspólne spacery, ba puszczając je luzem, tak by mogły swobodnie razem pobiegać. Wracając zaczęliśmy razem z nimi wchodzić na jedną część ogrodu, choćby na minutkę. Stopniowo zaczęliśmy ten czas wydłużać. Zarówno my, jak i Hugo nauczyliśmy się czytać Lucky'ego i wiedzieliśmy, kiedy musimy odwołać Huga lub sam odchodził. Gdy Lucky zastygał jak posąg z wypiętą piersią i uniesionym ogonem - to był ten moment. Potem w domu, pomalutku usunęliśmy klatkę i zabezpieczenie na schodach.
Po dwóch latach obserwacji i uczenia się obu psów zlikwidowaliśmy wszystkie bariery: w domu i w ogrodzie, a psy mogły się spokojnie przemieszczać, także podczas naszej nieobecności w domu. To był nasz mały sukces, choć podświadomie czuliśmy, że nie możemy spocząć na laurach.
Wspólne wyjazdy
Relacje psów weszły na zupełnie inny poziom, a my zaczęliśmy coraz częściej zabierać na wycieczki Huga i Lucky'ego razem . Ale i to wymagało pewnych procedur. Z racji tego, że Hugo jeździł ze mną zdecydowanie częściej, traktował samochód jak swój i gdyby wsiadł pierwszy nie wpuściłby Lucky'ego. Dlatego najpierw wsiadał Lucky, dopiero potem Hugo. Idąc blisko siebie, Hugo musiał wystawać choć o koniuszek nosa przed Lucky'm, dlatego o ile to było możliwe chodziliśmy po obu stronach drogi, tak by "linia pierwszeństwa" nie była aż tak widoczna.
Z uwagi na gabaryt Lucky'ego nie na wszystkie wycieczki mógł jeździć z nami, ale byliśmy m.in. na Ćwilinie i Śnieżnicy, Policy, Turbaczu i w kilku innych miejscach.
Poza górskimi szlakami, braliśmy psy na spacery w bardziej cywilizowane miejsca, jak krakowskie Błonia, Kopiec Piłsudskiego, czy Ojcowski Park Narodowy. Umawialiśmy się ze znajomymi psiarzami na wspólne spacery, na których psy biegały swobodnie.
Mogliśmy wychodzić razem, zostawiając psy w domu i otwarte drzwi do ogrodu tak, by same decydowały gdzie chcą być. Mogliśmy...
Pierwsze symptomy
Jeszcze jak żył Hans, dom należał do niego, a ogród do Lucky'ego. To był taki swoisty kompromis, jaki wypracowały obydwa psy. Zresztą w domu Lucky nie zamierza pilnować. Tu wychodzi natura wilczarza i najlepiej czuje się na kanapie słuchając muzyki i grzejąc się przy kominku.
Wraz z dorastaniem, instynktownie wyczuł to Hugo i pomalutku zaczął zagarniać ten rewir dla siebie. Pilnował i szczekał, gdy tylko usłyszał coś niepokojącego na zewnątrz.
Do Lucky'ego należy ogród i tu pierwszeństwo mają geny jużaka. Przyjmuje miejscówkę taką, by mieć wszystko na oku i niech tylko ktoś spróbuje podjechać lub przejść wzdłuż ogrodzenia. Gdy ktokolwiek lub cokolwiek wzbudzi jego nieufność, cała wieś staje na równe nogi. Gdy Lucky pilnował przy ogrodzeniu, Hugo podbiegał i stawał kilka metrów za nim, obserwując i zachowując bezpieczny dystans.
W kwietniu tego roku Hugo skończył 3 lata. Wyrósł na dużego, silnego i pewnego siebie psa. Uznał, że już czas przejąć opiekę nad nami. Tyle, że Lucky pomimo ukończenia 6 lat nie zamierzał wybrać się na emeryturę...
Pierwsze próby przejęcia władzy wyglądały zupełnie niewinnie i może właśnie dlatego przegapiliśmy je. Radość, która zawsze towarzyszyła wspólnym wyjściom zaczęła przybierać na sile, aż pewnego dnia Hugo zaatakował Lucky'ego. Rozdzielenie 100 kg rozwścieczonych psów graniczy z cudem i jest igraniem z własnym bezpieczeństwem. W końcu po chwili, która dla nas trwała wieczność, udało się je odciągnąć od siebie. Hugo liczne rany na głowie, Lucky poszarpane łapy i klatka. Na szczęście skończyło się wyłącznie na lekach przeciwbólowych i przeciwzapalnych, bez szycia. Jednak to, co najgorsze - nie było wygranego.
Nasza czujność znów musiała wznieść się na wyższy poziom, a wcześniej wypracowane schematy trzeba było zacząć wdrażać od nowa. Zmieniło się też podejście psów do siebie. Lucky zobaczył, że trafił na równego sobie i lepiej unikać konfrontacji. Hugo z kolei zauważył, że Lucky wcale nie jest zawadiaką nie do pokonania i zaczął stosować względem niego bardzo wyszukane metody.
Wysublimowane metody
Ponieważ w domu, jak wcześniej pisałam, Hugo czuł się zdecydowanie pewniej zaczął tę przewagę wykorzystywać w stosunku do Lucky'ego. Zaczął kłaść się w ciągach komunikacyjnych blokując przejście, np. do miski z wodą. Lucky musiał poszukać sobie drugiej miski, przy której nie było Huga. Gdy Lucky chciał się położyć na swojej ulubionej kanapie,
Hugo już tam był.
Obserwował każdy krok Lucky'ego i chciał za nim podążać jak cień. Co robiliśmy? Gdy byliśm razem z Mężem, ja odwoływałam Huga, Mąż wspierał Lucky'ego wskazując mu inną miskę z wodą, czy pokazując, że może położyć się na kanapie. Ja jedynie mogłam odwoływać lub karcić zachowanie Huga, nie mogłam natomiast pomagać Lucky'emu. Dlaczego? Bo 5 lat temu, z uwagi na charakter Laczka "podzieliliśmy się" psami i ja wzięłam opiekę nad owczarkami, a Mąż nad Lucky'm. Z doświadczenia już wiemy, że zaburzenie tego podziału budzi w Lucky'm uśpione demony i znów zaczyna sobie uzurpować prawo do mnie. Gdy, któreś z nas zostawało samo z psami - izolowaliśmy je, by zadbać o bezpieczeństwo wszystkich.
Brutalna siła
Lucky w stosunku do Huga nie stosował tak wyszukanych metod. Starał się zejść mu z drogi, ale pozostawił sobie ostatni bastion - pilnowanie przy ogrodzeniu. Trzy tygodnie temu bastion padł. Gdy Lucky pilnował, Hugo podbiegł nie zachowując dotychczasowego dystansu. Lucky ostrzegawczo kłapnął, a Hugo jakby tylko czekał na ten moment. Będąc w pobliżu, nie zdążyliśmy zareagować. I znów środki przeciwbólowe i przeciwzapalne, na szczęście bez szycia i...remis.
Wracamy do początku
Trzy i pół roku pracy, łez smutku i szczęścia poszło w niwecz. Mamy dwa duże, pewne siebie samce, które nie ustąpią. Nie chcę nazywać Lucky'ego problemem, ale to właśnie jego trudny charakter jest zarzewiem dotychczasowych konfliktów. Zdecydowaliśmy się podnieść rękawicę adoptując Lucky'ego i musimy ją konsekwentnie trzymać.
Niejednokrotnie rozmawialiśmy z trenerami i hodowcami psów, lekarzami weterynarii wymieniając się uwagami i spostrzeżeniami, bo każdy pomysł czy rada jest ważna. Kastracja nie jest gwarantem, oddanie któregoś absolutnie nie wchodzi w rachubę. Szybciej my się rozejdziemy, każde ze swoim psem, niż mielibyśmy wybierać, który ma odejść. To, co udało nam się wypracować do tej pory w relacjach Lucky'ego z Homerem, Hansem i Hugo to przede wszystkim nasz czas spędzony z nimi. Długi czas. Żyjąc z nimi pod jednym dachem nauczyliśmy się naszych psów i czytać wysyłane przez nie sygnały. Wiemy jak interpretować przybraną postawę, spojrzenie, ułożenie łap i machanie ogonem. Ale czasem wystarczy moment, by spóźnić się z reakcją.
Ponieważ drugi raz nie było wygranego, psy znów są rozdzielone. Jesteśmy pewni, że Hugo nadal próbowałby przejąć opiekę nad nami, a jużackie geny Lucky'ego nie pozwoliłyby na to. Już mamy plexi na schodach, niebawem będziemy dzielić ogród na dwa wybiegi. Gdy wychodzimy razem zostawiamy jednego psa w domu, drugiego w ogrodzie. Żeby było sprawiedliwie, robimy to naprzemiennie. Gdy wychodzimy osobno, raportujemy sobie nawzajem, jaki jest układ psów, czyli gdzie który. O wspólnych spacerach i wycieczkach nawet nie myślimy. Nie będziemy ryzykować zdrowia psów, ani naszego, dla udawadniania czegoś.
Hugo i Lucky w jednym stali domu, Hugo na górze, Lucky na dole...
Zobacz też

Owczarkowe love
Owczarkowe love to stan umysłu. To sierść w maselniczce, piłeczka w torbie z laptopem i pies, który zawsze jest obok. Ale też historia kilku owczarków, które na różne sposoby zostawiły ślad w naszym domu i życiu.
Czytaj
Świat według Hugo
Świat według Hugo zaczął się od pustki po Hansie, siatki dzielącej ogród i malucha, który wszędzie chciał być pierwszy. To opowieść o dorastaniu, socjalizacji i relacji, która przywróciła mi moje małe poczucie wolności.
Czytaj
Dwa pyszczki Lucky'ego
Lucky – gabaryt wilczarza, charakter jużaka. Gdy w domu słucha jazzu na ulubionej kanapie, na podwórku budzą się jużacze geny stróża. Dwa oblicza jednego, bardzo nieoczywistego psa.
