Nie każda wycieczka musi być liczona pokonanymi kilometrami i przewyższeniami. Nie każda też musi zachwycać spektakularną panoramą. Czasem warto wybrać trasę krótszą, prowadzącą łagodnymi grzbietami, wśród przysiółków i przydrożnych kapliczek. Trasę, która sprawia wrażenie, że czas się zatrzymał. Tu i teraz. U mnie, takie impresje wywołują wędrówki w Beskidzie Makowskim.
- Spacer, czy wycieczka?
- Babica Zachodnia – cisy Raciborskiego – Krowia Góra
- Parszywka – Kotoń – Parszywka
Spacer, czy wycieczka?
Tym razem pójdziemy nie na jedną, a na dwie wycieczki szlakami Beskidu Makowskiego, zwanego też Beskidem Średnim. Pierwsza to sześciokilometrowa pętla z Harbutowic przez Babicę Zachodnią, cisy Raciborskiego i Krowią Górę. Druga natomiast, to przejście z Parszywki na Kotoń i z powrotem. Dystans 12 km. I tu, parafrazując pytanie z lekcji języka polskiego tyczące się Wokulskiego, można się zastanowić: czy to jeszcze spacer, czy już wycieczka?
Dla mnie, zdecydowanie spacer. Poranny spacer z Hugo, na który nawet nie biorę swojego małego plecaczka. Podobnie pewnie odpowie jeszcze wielu piechurów i biegaczy, dla których tutejsze szlaki są miejscem codziennych spacerów i przebieżek. Dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z górskimi wędrówkami, to raczej wycieczka. Może właśnie ta pierwsza? Bez względu na odpowiedź, Beskid Makowski jest dla wszystkich. To region, który niczego nie narzuca. Żyje własną historią, tradycją i rytmem.

Babica Zachodnia – cisy Raciborskiego – Krowia Góra
Do Harbutowic przyjeżdżamy parę minut po 8, zostawiając samochód na dość szerokim poboczu przy ul. Górskiej, gdzie przechodzi Mały Szlak Beskidzki oznaczony kolorem czerwonym. Kierujemy się w stronę Babicy. Po przejściu kilkudziesięciu metrów przez las wychodzimy na szeroką polanę z widokiem na pasma Beskidu Żywieckiego, i te bliższe – Koskowej Góry z charakterystycznym masztem oraz Parszywki.



Po przejściu zaledwie jednego kilometra, podczas którego jedyną przeszkodą, nie dla wszystkich, jest ominięcie wielkiej kałuży zdobywamy ponownie szczyt Babicy Zachodniej. Odcinek ten jest nam bardzo dobrze znany z ubiegłorocznej wędrówki Małym Szlakiem Beskidzkim z Bielska-Białej Straconki na Luboń Wielki.


Sam szczyt jest zalesiony i nie wyróżnia się niczym szczególnym. Znajduje się na nim jedynie odejście niebieskiego szlaku, którym praktycznie można przejść cały Beskid Makowski z północy na południe: od pasma Babicy, przez Koskową Górę, do Jordanowa (ok. 22 km). Idziemy jeszcze kawałek dalej, mijając po drodze wiatę turystyczną, aż dochodzimy Pod Bieńkowską Górę, gdzie zaczyna się czarny szlak, który nas interesuje.

Przed nami kilometrowe zejście leśną, miejscami kamienistą drogą przypominającą, że jesteśmy w górach, do malowniczego przysiółka, tak charakterystycznego dla Beskidu Makowskiego.


Ten jest szczególnie wyjątkowy, bowiem rosną w nim dwa cisy pamiętające czasy ostatnich Piastów. Przeprowadzone w 1998 roku badania dendrochronologiczne wykazały, że starszy okaz – żeński ma 686 lat, czyli dziś 714 lat!


W średniowieczu drewno cisowe wykorzystywane było do produkcji kusz, łuków, a także naczyń i wyrobów rzeźbiarskich, a jego intensywna eksploatacja spowodowała wyniszczenie wielu stanowisk. Zwróciło to uwagę króla Władysława Jagiełły, który w 1423 roku wydał statut zakazujący wycinanie cisa pod karą śmierci.
Od 1934 roku cis objęty został całkowitą ochroną, a cisy z Harbutowic uznano za pomnik przyrody, nadając im imię prof. Mariana Raciborskiego – pioniera ochrony przyrody w Polsce. Od 25 lat cis podlega ochronie częściowej.

Do cisów Raciborskiego podjechać można od strony Harbutowic i zostawić samochód na niewielkim parkingu, z którego do przejścia pozostaje kilkanaście metrów.

Cały czas idąc czarnym szlakiem mijamy kolejne harbutowickie przysiółki: Podlesie i Latoniówkę, w których już nie cisy, a dojrzewające jabłka i kwitnący bez koralowy przykuwają naszą uwagę.


Ścieżka miejscami jest zarośnięta i wąska, ale trud przeciskania się nią rekompensują słodziutkie maliny leśne.


Docieramy do kolejnego przysiółka – Pieronówka, w którym szlak czarny się kończy, a my wchodzimy na wcześniej wspomniany szlak niebieski, w kierunku Babicy Zachodniej.

Teraz, niczym królewskim traktem prowadzącym przez las podchodzimy na Krowią Górę.

I choć szlak przechodzi obok szczytu, warto skręcić i podejść kilka metrów, by go zdobyć. Na szczycie znajduje się wiata turystyczna z huśtawką, stoły i ławy oraz wyznaczone miejsce na ognisko. Choć sam szczyt jest niewielką polaną, osłaniające ją wokół drzewa przesłaniają widok na pobliskie pasma. Siadamy na chwilkę, by nacieszyć się piękną pogodą, by za chwilę ruszyć do miejsca, w którym zaczynaliśmy dzisiejszą wędrówkę. A stąd, to już niespełna kilometr.



Dystans, jaki pokonaliśmy podczas spaceru/wycieczki wyniósł 5,9 km, a sumy podejść i zejść oscylowały w granicach 310 m. Trasa miejscami prowadziła w lesie, miejscami łąkami i polanami, z których roztaczał się widok na pobliskie pasma. Przechodziła także przez porozrzucane na zboczach i w dolinie Harbutówki przysiółki, w których toczy się codzienne życie, w tym ten wyjątkowy, w którym przy jednym z domów stoi żywy pomnik przyrody – cisy Raciborskiego.

Parszywka – Kotoń – Parszywka
Tym razem przyjeżdżam z Hugo na poranny spacer pod szczyt Parszywki. Miejsce to znam z wcześniejszej wycieczki, gdy zatoczyliśmy pętlę z Bogdanówki przez Koskową Górę i Parszywkę właśnie. Zostawiam samochód na niewielkim parkingu i kieruję się w stronę żółtego szlaku, który prowadzi Pasmem Koskowej Góry z Makowa Podhalańskiego do Pcimia i dalej. Mijam po drodze pięknie kwitnącą wierzbówkę kiprzycę, która jest nie tylko rośliną silnie miododajną, ale wykazującą też działanie przeciwbakteryjne, przeciwzapalne i łagodnie ściągające. Tradycyjnie stosowana jest przy dolegliwościach układu moczowego i delikatnym przeroście prostaty.

Na szlak wchodzę z Hugo praktycznie na samym szczycie Parszywki, przy którym znajduje się kaplica Weronika, której więcej miejsca poświęcam w relacji ze wspomnianej pętli i ruszam w kierunku wschodnim.


Przed nami kilometrowy odcinek do Więciórki Polany, który najpierw prowadzi wśród drzew, by wyjść na otwarte pastwiska i łąki, z których roztacza się widok na szczyty Beskidu Wyspowego oraz Pogórze Orawsko-Jordanowskie. Przy bezchmurnej pogodzie można zobaczyć stąd również Tatry.


Maszeruję polną drogą wykorzystując równocześnie czas na trening i zabawę z Hugo, jednak przed samym przysiółkiem zapinam go na smycz, ze względu na pasące się krowy. Przysiółek Więciórka Polana liczy kilka domów oraz Kaplicę pw. Świętej Anny, obok której znajduje się rzeźba Chrystusa Frasobliwego.


Kilka metrów dalej odchodzi czarny szlak prowadzący przez Bogdanówkę Pod Koskową Górę, znany mi z poprzedniej wycieczki. Tym razem kontynuuję wędrówkę kolorem żółtym i zanurzam się z Hugo w lesie. Nie ukrywam, że z uwagi na porę roku bacznie przeczesuję wzrokiem runo leśne w poszukiwaniu prawdziwków, których w Beskidzie Makowskim nie brakuje. Ale nie dziś. Dziś nie ma nawet „trujaka”.

Ścieżka przez las prowadzi ok. 200 m w dół, po czym biegnie jego skrajem pozwalając czasem pomiędzy drzewami dostrzec dachy zabudowań w kolejnych przysiółkach.


Po drodze jest również miejsce, gdzie można usiąść, odpocząć, zrobić piknik, a także rozpalić ognisko w ściśle do tego wyznaczonym punkcie, z zachowaniem szczególnej ostrożności. Jak to w lesie .

Po przejściu około 3 km wychodzę na otwartą przestrzeń, a ścieżka prowadzi pomiędzy kwietnymi łąkami i polami, na których złoci się dojrzewające zboże. W oddali widzę przydrożną kapliczkę, ale postanawiam do niej podejść w drodze powrotnej. Jednym słowem – sielsko!

Kolejny odcinek prowadzi zalesionym grzbietem Kotonia, ale zanim zanurzę się w lesie, mijam niewielki domek do wynajęcia, obok którego znajduje się biesiadna infrastruktura.

Schowani w cieniu, przemierzam z Hugo leśną dróżką jeszcze 3 km, zatrzymując się na chwilę przy krzyżu upamiętniającym poległych żołnierzy AK. Takich miejsc, jak to, w Beskidzie Makowskim jest wiele, ale właśnie one pozwalają zachować pamięć o tragicznej historii regionu.

Po 6 km marszu docieram Pod Gorylkę – miejsce, z którego można kontynuować wędrówkę żółtym szlakiem do Pcimia odwiedzając po drodze Diabelski Kamień w Stróży, zejść na południe czarnym szlakiem do Tokarni lub zielonym do Skomielnej Czarnej i dalej lub pójść na północ szlakiem zielonym, przez Trzebunię na pasmo Babicy.


Można również wrócić tą samą ścieżką, co też robię. Wracając, zwracam uwagę na olbrzymi buk, który wcześniej przeoczyłam, a który okazuje się być pomnikiem przyrody. To potwierdza jedynie, że czasami ta sama droga, tylko przemierzana w przeciwnym kierunku pozwala spojrzeć na rzeczy z zupełnie innej perspektywy lub w ogóle je dostrzec!


Wracam również, zgodnie z powziętym postanowieniem, do przydrożnej kapliczki. Jest to typowa murowana kapliczka domkowa z dwuspadowym daszkiem i ołtarzykiem z obrazem Matki Bożej i rzeźbą upadającego Chrystusa pod ciężarem niesionego krzyża. Drzwi kapliczki są otwarte, a świeże kwiaty świadczą, że i ten element tradycji jest ciągle obecny i ważny dla mieszkańców Beskidu Średniego.


Mijam miejsca biwakowe i osiedle Więciórka Polana, nad którym w oddali górują beskidzkie wyspy – szczyty Beskidu Wyspowego.


Na koniec, „wypatruję” schowanego w bukowym pniu Huga i borówek, wśród których stoi kapliczka.


Poranny, dwunastokilometrowy spacer z Hugo „odsłonił” oblicze Beskidu Makowskiego pokazując jego najbardziej charakterystyczne elementy: łagodne grzbiety, przydrożne kapliczki, rozrzucone na stokach przysiółki i miejsca upamiętniające historię II wojny światowej.

To, co pokazały obydwie wędrówki, to Beskid Makowski, który nie odsłania swoich atutów od razu. Tu trzeba wejść na szlak, przejść przez las i minąć rozrzucone na stokach domy, by dopiero na polanie lub pomiędzy drzewami dostrzec siłę tego niepozornego krajobrazu. Góry przenikają się tu z codziennym życiem – szlaki prowadzą przez wsie, obok sadów, pól i przydrożnych krzyży, łącząc przyrodę, historię i obecność człowieka w jedną całość.
