Tym razem zabierzemy Was na prawie trzydziestokilometrową wędrówkę szlakami Pienińskiego Parku Narodowego po słowackiej stronie (PIENAP). Poza opisem trasy, garścią historii i tradycji, odrobiną humoru, opowiem: jak przejść 1000m w 3km, gdzie zjeść oryginalnego oscypka i napić się żentycy, o niezwykłych ławkach i jeszcze bardziej niezwykłych widokach. Oczywiście idziemy z Hugo, w 100% na legalu.
- Pieniński Park Narodowy w pigułce
- Droga Pienińska ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru
- Pieniński Przełom Dunajca
- Czerwony Klasztor i kameduli
- Czerwony szlak i ławeczki
- Przełęcz pod Tokarnią (Lesnické sedlo)
- Widokowy szlak żółty w Małych Pieninach
- Niespodzianki szlaku niebieskiego
- Epilog, czyli naprawdę fajna wycieczka
Pieniński Park Narodowy w pigułce
O Pienińskim Parku Narodowym (PPN) i jego walorach turystyczno-krajobrazowych można by popełnić stosowny elaborat, ale ja ograniczę się do najważniejszych informacji:
- jest najstarszym parkiem narodowym w Polsce – utworzony został w 1932r.,
- jest drugim, po Ojcowskim PN, najmniejszym parkiem narodowym w Polsce – jego powierzchnia wynosi 23,46km2,
- jest jednym z pięciu parków narodowych położonych w całości w województwie małopolskim – pozostałe to: Babiogórski, Gorczański, Tatrzański i Ojcowski PN,
- jego symbolami są: sosna rosnąca na szczycie Sokolicy, której wiek określa się na ponad 500 lat, Masyw Trzech Koron o charakterystycznym kształcie przypominającym koronę i Przełom Dunajca o długości ok. 8km,
- naliczono tu ponad 1000 gatunków roślin i 7000 gatunków zwierząt, w tym ok. 6500 gatunków bezkręgowców,
- długość szlaków turystycznych wynosi niespełna 35km i w całości uniemożliwiają wędrówkę z psem.


Pieniński Park Narodowy po słowackiej stronie, a właściwie Pieninský národný park (PIENAP), który podobnie jak „nasz” jest jednym z najmniejszych i najstarszych parków narodowych Słowacji, o równie atrakcyjnych miejscach i krajobrazach oraz, co dla mnie bardzo istotne, o szlakach turystycznych, które można przemierzać z psem. Dla psa należy posiadać paszport zwierzęcia domowego z aktualnymi szczepieniami, bowiem tego turysty Strefa Schengen nie obowiązuje.
Droga Pienińska ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru
Do Szczawnicy przyjeżdżamy parę minut po godzinie 7 i parkujemy na jednym z parkingów przy ul. Pienińskiej, które o tej porze świecą pustkami. Cena parkowania: 5 zł/h. Podobnie pustą jest Droga Pienińska (szlak czerwony) biegnąca prawym brzegiem Dunajca ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru na Słowacji, której pomysłodawcą i pierwszym budowniczym, do Leśnego Potoku, był Józef Szalay – twórca uzdrowiska w Szczawnicy. Dalszą jej budowę prowadziła Akademia Umiejętności.



Dzięki temu, że jesteśmy sami możemy spokojnie przyjrzeć się schronowi jaskiniowemu w zboczu Kaczego powstałego na skutek procesów krasowych, nazwanego Grotą Zyblikiewicza (na cześć Mikołaja Zyblikiewicza – prezydenta Krakowa i marszałka Sejmu Krajowego Galicji, zasłużonego dla rozwoju Szczawnicy). Dawniej schron nazywany był także Piecem Majki i Grotą Cygańską.

Rozpościera się stąd również widok na przystań i Białą Skałę, która od strony Drogi Pienińskiej wznosi się niemal pionowo na wysokość ok. 130m. Przed II wojną światową prowadził na jej szczyt, od strony północnej, bardzo stromy szlak.

Kilka kroków dalej znajduje się jeden z pięciu pawilonów PPN, usytuowany na granicy Pienińskiego Parku Narodowego, w których znajdują się wystawy poświęcone historii, tradycji i przyrodzie regionu. Do granicy polsko-słowackiej jest stąd równy kilometr, którego nie pokonamy z psem, co nie oznacza, że nie będziemy kontynuować wędrówki Drogą Pienińską. Będziemy, a pokonanie tych 1000m zajmie nam ciut więcej niż 3km.

Cofamy się kilkanaście metrów do Schroniska PTTK Orlica, przy którym znajduje się wejście na szlak niebieski, który nas interesuje. W moim odczuciu Orlica schroniskiem jest tylko z nazwy, a po zapoznaniu się z ofertą przypomina mi bardziej pensjonat, czy hotel. Niemniej, psy są tutaj akceptowane, a cena za pobyt czworonoga wynosi 45zł/dobę.

Niebieskim szlakiem idziemy 880m i pokonujemy różnicę wzniesień wynoszącą 150m, by dostać się na Przełęcz Pod Szafranówką (Sedlo pod Šafranovkou). Teoretycznie mają pomóc w tym „stopnie”, ale ich rozstaw jest taki, że w żaden sposób nie mogę się wpasować z moimi krokami, za to idealnie wpisując się w skecz Monty Python’a Ministerstwo głupich kroków 🙂 Takich problemów nie ma ani mój Mąż, który towarzyszy mi dzisiaj w wędrówce, ani Hugo.



Jesteśmy na Przełęczy Pod Szafranówką, gdzie odchodzi żółty szlak, którym przez około 1600m schodzimy do Chaty Pieniny. Ale po kolei…

Dosłownie po przejściu 200-250m wchodzimy na polanę, z której rozpościera się niesamowity widok na symbole Pienińskiego Parku Narodowego oraz liczne wapienne szczyty.

Po obowiązkowej sesji zdjęciowej schodzimy kolejne 1100m, by przy szkole w Leśnicy skręcić w prawo na drogę asfaltową w kierunku Chaty Pieniny. Przechodzi tędy szlak niebieski, którym można przejść z Ujścia Leśnickiego Potoku, przez Leśnicę, przełęcze: Limierz i Pod Klasztorną Górą do Czerwonego Klasztoru. Możemy nim pójść, ale ominiemy w ten sposób Drogę Pienińską, którą właśnie od Ujścia Leśnickiego Potoku możemy już pokonać wspólnie z psem.


Dla nas ciekawszym, niż trzygwiazdkowy pensjonat, są żeremia wybudowane przez czworonożnych inżynierów wodnych na Leśnickim Potoku oraz kanion o stromych i wysokich ścianach Wylizanej i Samej Jednej (Osobitá Skala).



Tym sposobem, „rozciągając” jeden kilometr do trzech, mijając po drodze kilka dodatkowych i niezapomnianych widoków wchodzimy na Drogę Pienińską po słowackiej stronie i praktycznie teraz zaczynamy naszą wędrówkę Pienińskim Przełomem Dunajca!
Pieniński Przełom Dunajca
Przełom, czyli odcinek doliny rzecznej charakteryzujący się wąskim dnem i stromymi zboczami, w którym rzeka pokonuje napotkaną na swojej drodze przeszkodę. Tak jest w przypadku Dunajca, który meandrując na długości ok. 8km przedziera się przez Pieniny tworząc spektakularne krajobrazy. Białe, wysokie na 300m skalne ściany zbudowane są z tzw. wapieni pienińskich, które powstawały na dnie zbiornika morskiego na przełomie jury i kredy, w erze mezozoicznej, ponad 120 mln lat temu.

Większość z nich, jak nie każda, ma swoją nazwę, choćby: Sokolica, Trzy Korony, Głowa Cukru, czy Wilcza Skała.



Przełom Dunajca można zobaczyć i podziwiać z perspektywy samej rzeki lub Drogi Pienińskiej. To właśnie tu organizowany jest spływ Dunajcem, który już od lat 30. XIX stulecia stał się atrakcją turystyczną. Obecnie spływ drewnianymi tratwami organizowany przez flisaków zaczyna się w Sromowcach Wyżnych i Sromowcach Niżnych, a kończy w Szczawnicy lub Krościenku. Co ciekawe, na spływ można wziąć ze sobą psa (cena ok. 50 zł), jednak z uwagi na czas jego trwania (2,5 do 3h) nie jestem orędownikiem tego pomysłu.


Dla osób, które preferują bardziej aktywne rozwiązania, dostępny jest rafting Dunajcem na pontonach i kajakach.

Z racji tego, że podążamy w przeciwnym kierunku, niż odbywa się spływ wybieramy spacer Drogą Pienińską, przy której ustawiono w wielu miejscach stoły i wiaty turystyczne oraz mnóstwo tablic informacyjno-edukacyjnych w językach: polskim i słowackim. Jest również miejsce, w którym można uzupełnić wodę dla psa.



Droga Pienińska ma to do siebie, że mogą ją przemierzać wszyscy: rodzice z dziećmi w wózkach, osoby uprawiające nordic walking, biegacze, kuracjusze i oczywiście rowerzyści, bowiem jest ona fragmentem liczącej 230km trasy rowerowej Velo Dunajec.
Czerwony Klasztor i kameduli
Po około 3,5h i niespełna 11km marszu docieramy na autocamping z polem namiotowym w Czerwonym Klasztorze, gdzie na chwilkę przysiadam z Hugo na pięknej, rzeźbionej ławce, by za moment oddać się szybkiemu treningowi i zabawie. Jestem zdania, że ćwiczenie z psem nawet najbardziej podstawowych komend, ale w różnych warunkach przynosi najlepsze efekty.



Miejscowość Czerwony Klasztor powstała po II wojnie światowej z połączenia wsi: Niżne Szwaby i Śmierdzionka oraz osady Czerwony Klasztor, w której w XIV wieku ufundowano klasztor kartuzów i kamedułów, który między innymi wspierali: ostatni król z dynastii Piastów – Kazimierz Wielki, a także jego następca – Ludwik Węgierski z dynastii Andegawenów wraz z córką Jadwigą, królową Polski. Zakon działał do schyłku XVIII stulecia, kiedy to został zamknięty przez cesarza Józefa II Habsburga. W ramach ciekawostki dodam, że aktualnie w Europie pozostało jedynie 6 czynnych eremów kamedulskich, z których dwa są w Polsce: w Bieniszewie koło Konina i na Srebrnej Górze na krakowskich Bielanach.
Obecnie, zespół klasztorny w Czerwonym Klasztorze udostępniony jest zwiedzającym, a w jego pobliżu znajdują się restauracje i sklepy z pamiątkami.

Czerwony szlak i ławeczki
Mijamy zabudowania klasztorne i podążamy, tak jak do tej pory, czerwonym szlakiem w kierunku Przełęczy Pod Klasztorną Górą (Sedlo Cerla) – tej samej, do której mogliśmy dojść idąc niebieskim szlakiem z Leśnicy. Stąd też na tym odcinku szlak oznaczony jest dwoma kolorami: czerwonym i niebieskim. Tuż po przekroczeniu granicy lasu natrafiamy na naprawdę imponujące pod względem wielkości: borowika ceglastoporego i pniak, na którym siedzący Hugo służy za skalę.



W przeciwieństwie do dotychczasowego etapu naszej wędrówki, wzdłuż Dunajca, na przełęcz musimy się troszkę wydrapać. Ale czego się nie robi dla takich widoków!

A widzimy od prawej: Golicę (Holica), Siedmiu Mnichów (Sedem mníchov) i w oddali – Ociemny Wierch należący do polskich Pienin. Siedem Mnichów to zespół turni o wysokościach dochodzących do 80m, które według legendy są zakonnikami z Czerwonego Klasztoru zamienionymi w kamień. I właśnie tych siedmiu mnichów uwiecznił w swojej pracy – niezwykłej ławce, słowacki rzeźbiarz David Maliňák.


Jak się okazuje w czasie wycieczki, jest to pierwsza z ławek, jakie wyszły spod dłuta tego artysty. Choć każda inna, każda z nich nawiązuje do przyrody regionu, a ja nie ukrywam, że urzeka mnie ten pomysł na oddanie hołdu naturze.



Czerwony szlak, którym idziemy z Czerwonego Klasztoru w stronę Przełęczy Pod Tokarnią (Lesnické Sedlo), na odcinku 7km zachwyca swoją różnorodnością. Raz prowadzi przez las szeroką arterią, by za chwilę wić się wąską ścieżką wśród skał, niczym Dunajec.



Gdy wychodzi spośród drzew, powala widokami pienińskich i tatrzańskich szczytów.


A propos szczytów, to po drodze zdobywamy dwa. Pierwszy to Vapennik o wysokości 720m n.p.m. z niewielką, ale malowniczą polanką,


drugi to Płaśnie (Plašná), którego wysokość wynosi 889m n.p.m. Poza tym, że jest to najwyższy, dostępny dla turystów pieniński szczyt w całości położony po stronie słowackiej, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Za to kilka metrów niżej, przy rozejściu szlaków Pod Płaśną (Pod Plašnou) znajduje się, pomału zarastający, punkt widokowy.



Jednak jest on niczym w porównaniu do miejsca, które znajduje się kilometr dalej, a ustawiona ławeczka z sową i nietoperzem zaprasza, by rozsiąść się wygodnie i cieszyć się widokami. Robimy więc przerwę na ucztę, nie tylko dla duszy, ale i dla ciała, bowiem od jakiegoś czasu idziemy w rytm marszu, jaki nam kiszki grają. Zajadając, patrzymy z uśmiechem na gorczańskie, beskidzkie i pienińskie szczyty, a radość jest tym większa, że wiele z nich znamy z wcześniejszych wędrówek. To bardzo fajne uczucie wiedzieć na co się patrzy i co tam jest🙂



Zregenerowani, przemierzamy niemal bezkresne łąki nie mogąc uwierzyć, że jesteśmy tu sami.



Przełęcz pod Tokarnią (Lesnické sedlo)
Po 18km marszu docieramy na Przełęcz pod Tokarnią (Lesnické sedlo), położoną na wysokości 720m n.p.m. Ta szerokie i bezleśne siodło rozdziela Grupę Golicy i Małe Pieniny. Na przełęcz można dojechać samochodem z Wielkiego Lipnika (Veľký Lipník). Jest tu duży parking i tyci knajpka, czynna w sezonie. Ale nie dziś.


Przełęcz pod Tokarnią jest jednym z najpiękniejszych punktów widokowych, jakie znam. Przy takiej pogodzie, jak dziś, podziwiać stąd można rozległą panoramę Gorców, Pienin, Tatr i Magury Spiskiej z Wietrznym Wierchem (Veterný vrch), u stóp którego leży wieś Wielki Lipnik.



Historia Wielkiego Lipnika sięga XIV wieku, gdy założona została na prawie niemieckim, w czasie kolonizacji wołoskiej. Jego ludność stanowią głównie Łemkowie, którzy przed II wojną światową powiązani byli rodzinnie z łemkowską wyspą etnograficzną – Rusią Szlachtowską. Być może Wielki Lipnik stanie się dla nas bazą wypadową na szlaki Magury Spiskiej.
Widokowy szlak żółty w Małych Pieninach
Być może, ale póki co wybieramy szlak żółty, który doprowadzi nas na graniczny Wysoki Wierch w Małych Pieninach. Na lewo od Wysokiego Wierchu bardzo dobrze widoczny jest Rabsztyn ze swoją stromą, wapienną ścianą wysoką na ok. 50m. Choć nie prowadzi na niego szlak turystyczny, na szczyt można wejść od południowego wschodu. Ciekawy jego opis popełnił dziewiętnastowieczny poeta i podróżnik Maciej Bogusz Stęczyński: „Nawet płeć piękna bawiąca w kąpielach szczawnickich nie szczędzi pieszego trudu w towarzystwie przewodnika górala doznając zupełnego zadowolenia” 😉

Idziemy przez rozległe łąki i pastwiska, na których gdzieniegdzie dostrzec można zagrody z owcami, a miejsce to jest niezwykle widokowe. Niestety, ma to jednak pewne minusy, gdyby maszerować tędy w upalny dzień, zwłaszcza z psiakiem. Ani krzty cienia.



Tuż przed wejściem na szczyt Wysokiego Wierchu, który ze swoją wysokością 898m n.p.m. jest najwyższym punktem dzisiejszej wędrówki, napotykamy jeszcze jedną, charakterystyczną ławeczkę.


Na Wysokim Wierchu byłam z Hugo dokładnie miesiąc temu, zataczając pętlę spod Wąwozu Homole. Roztaczająca się z jego szczytu panorama zrobiła wówczas na mnie tak ogromne wrażenie, że planując tę wędrówkę wiedziałam, że nie mogę tego pominąć. Poza tym bardzo chciałam pokazać to miejsce Mężowi, bo naprawdę jest niesamowite!



Nasyceni widokami schodzimy w stronę bacówki, która teraz tętni już pasterskim życiem. I dobrze, bo to oznacza, że możemy zakosztować oryginalnych wiktuałów: żentycy i oscypka. A skoro przy żentycy jesteśmy, to warto zwrócić uwagę na jej pisownię. Zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego ta powinna być pisana przez „ę” – żętyca, natomiast w zgodzie z gwarą podhalańską przez „en” – żentyca. A że w górach jesteśmy, operujemy tą drugą. Jednak bez względu na pisownię, smakuje wyśmienicie. Podobnie zresztą oscypek, który jeszcze pachnie wędzeniem. Także Hugo znalazł coś dla siebie.


Na wspomnianej przeze mnie, poprzedniej wycieczce, gdy byłam Pod Huściawą schodziłam żółtym szlakiem do Szlachtowej. Teraz idziemy szlakiem niebieskim, tym samym, którym zaczynaliśmy wędrówkę przy Schronisku Orlica w Szczawnicy.


Niespodzianki szlaku niebieskiego
Przed nami ostatnie 5km i w sumie to nawet się cieszę, że ścieżka leniwie prowadzi skrajem lasu,

pozwalając momentami spojrzeć na Pasmo Radziejowej, czy masyw Jarmuty.


Błogie lenistwo kończy się jednak przed Szafranówką (742m n.p.m.), gdy ścieżka staje się bardziej wyboista i wymaga niewielkiego podejścia.


Schodzimy na chwilkę ze szlaku, by spojrzeć na górną stację kolei linowej na Palenicę i znajdujący się tu letni tor saneczkowy o długości 570m, stanowiący atrakcję nie tylko dla dzieci oraz oświetloną popołudniowym słońcem dolinę Dunajca.


Po powrocie na szlak czeka na nas dość strome zejście na Przełęcz Pod Szafranówką.


Idziemy tędy po raz pierwszy i muszę przyznać, że Szafranówka zaskoczyła nas! Całe szczęście, że jest sucho, bowiem po deszczu wapienne podłoże może okazać się bardzo śliskie. Podobnie idąc w warunkach zimowych myślę, że trzeba się tu wykazać dużą ostrożnością.
I tak, po 26km wędrówki dochodzimy do miejsca, w którym zaczynaliśmy tę piękną i ciekawą wędrówkę. Przed nami jeszcze tylko zejście do Schroniska PTTK Orlica i na parking w Szczawnicy.


Bardziej zadowoleni, niż zmęczeni wracamy do domu. Ale jeszcze zanim wrócimy, zatrzymujemy się w Krościenku nad Dunajcem, by zjeść Lody u Marysi. Nie ma to, jak naturalne!

Epilog, czyli naprawdę fajna wycieczka
To była naprawdę fajna wycieczka. Ciekawa pod wieloma względami: geologicznym, krajobrazowym, a także historycznym i kulturowym. Oferująca niezapomniane widoki, wrażenia i smaki. I choć jej długość (27,1km) oraz profil (suma podejść/zejść 1414/1406m) mogą przerażać mniej wprawnych turystów, idzie się spokojnie i przyjemnie.

Idąc bez psa, nie trzeba robić obejścia polskiego odcinka Drogi Pienińskiej, ale wówczas pozbawimy się jednego z ładniejszych widoków. Można także skrócić trasę i z Przełęczy pod Klasztorną Górą wrócić niebieskim szlakiem przez Leśnicę, ale wtedy nie siądziemy na wszystkich ławeczkach, nie wypijemy żentycy i nie zjemy prawdziwego oscypka… Jestem pewna, że każdy znajdzie swój „wariant” wycieczki, dopasowany do możliwości swoich i psa!
