Czasem jedno zdarzenie może przekreślić pieczołowicie układany plan górskiej wycieczki. Jednak moja potrzeba obcowania z przyrodą, słuchania jej dźwięków i chłonięcia zapachów jest tak silna, że w momencie wymyślam alternatywę, która choć na chwilę pozwoli mi ją zaspokoić. Tym razem „planem B” jest szybki spacer z Hugo na Koskową Górę w Beskidzie Makowskim, który urozmaicam po swojemu. Zapraszam!
- Czarny szlak z Bogdanówki
- Koskowa Góra, szlak niebieski
- Żółty szlak na Parszywkę
- Czarny szlak do Bogdanówki – podsumowanie
Czarny szlak z Bogdanówki
Tuż przed wybiciem dwunastej w południe przyjeżdżam z Hugo do Bogdanówki. Wsi położonej niemal w centrum Beskidu Makowskiego. Samochód zostawiam na niewielkim, pustym o tej porze dnia parkingu przy kościele pw. Świętego Jana Chrzciciela.

Przebiega tędy czarny szlak, który mnie interesuje i którym kieruję się na zachód. Po przejściu 0,5 km wzdłuż głównej drogi, delikatnie skręcam w lewo, mijam kilka domów, zza ogrodzeń których obszczekują Huga niezadowolone z jego obecności psy. W tym jeden, o imieniu Guliwer, co nie ukrywam wywołuje uśmiech na mojej twarzy🙂
Wraz z końcem drogi szlak skręca pod kątem prostym w lewo, a ja z Hugo wchodzę na wąziutką ścieżkę, która dość bystro pnie się w górę.


Ścieżka nie tylko jest wąska, ale zarośnięta i sprawia wrażenie, jakby dawno tędy nikt nie szedł. Gdy uwagę Hugo przykuwa usłyszany szelest, moją – odsłaniające się piaskowce magurskie. Ta zwięzła skała osadowa odporna na wietrzenie, buduje znaczną część Beskidów.


Wykorzystywana nie tylko jako lokalny surowiec w budownictwie (elewacje, ogrodzenia), drogownictwie, ale także w turystyce – do oznaczenia szlaku😉

Wychodzimy z lasu i stajemy na skraju dużych pastwisk i pól uprawnych, skąd rozpościera się widok na Beskid Wyspowy, z charakterystycznym masywem Lubonia Wielkiego. Ku radości Huga, wykorzystujemy również to miejsce do aportowania patyka.

Po przejściu 1300 m z parkingu w Bogdanówce dochodzimy Pod Koskową Górę, gdzie czarny szlak, którym szliśmy dotychczas kończy się i przechodzi w kolor niebieski. Znajduje się tu również drewniana tabliczka wskazująca drogę na Koskową Górę.

Koskowa Góra, szlak niebieski
Szlakiem niebieskim, na którym się znajdujemy można praktycznie przejść cały Beskid Makowski z południa na północ, zaczynając w Jordanowie, a kończąc w Harbutowicach. Na dzisiejszym spacerze przejdziemy nim raptem niewiele ponad 2 km, ale już po kilkunastu metrach wychodzimy na kolejną łąkę, z której roztacza się widok na Beskid Żywiecki z zaśnieżonym masywem Babiej Góry, który z uwagi na zachmurzone niebo trzeba sobie raczej wyobrazić…

Oczywiście i to miejsce wykorzystujemy na zabawę, by następnie ruszyć dalej.


Szlak jest bardzo dobrze oznakowany i nawet gdyby ktoś przeoczył biało-niebieskie znaki na drzewach, pojawia się kolejna tabliczka utwierdzająca nas, że zmierzamy w dobrą stronę.

Szlak niebieski omija szczyt Koskowej Góry, ale mniej więcej po przejściu nim 1000 m, po lewej stronie znajduje się ścieżka, na którą skręcamy, by na szczyt wejść.



Koskowa Góra o wysokości 867 m n.p.m. jest najwyższym szczytem pasma o tej samej nazwie. Sam szczyt jest rozległy, porośnięty trawą, z widoczną sukcesją leśną. Znajduje się tu jeden z punktów geodezyjnych oraz przekaźniki telekomunikacyjne. Pod tabliczką z nazwą szczytu znajduje się informacja o pieczątce GOT dostępnej w niedalekim Wrzosowym Dworze.
Przechodzę z Hugo kawałek dalej, skąd widać jak na dłoni najwyższe szczyty Beskidu Wyspowego.

Na szczycie Koskowej Góry nie bawimy zbyt długo. Otwarte przestrzenie mają to do siebie, że mocniej na nich wieje, a dzisiejszy wiatr, mówiąc delikatnie, nie należy do najcieplejszych.
Wracamy na szlak, przechodzimy przez przysiółek Koskowa, gdzie dochodzi żółty szlak z Makowa Podhalańskiego i żółto-niebieskim kolorem zmierzamy na przełęcz Beskid Średni Koskowa Góra. Stąd roztacza się widok na panoramę Beskidu Makowskiego oraz szczyt Koskowej Góry z przekaźnikami.


Na przełęczy znajduje się kapliczka z początku XX stulecia ufundowana przez Jana Koska, w której znajduje się rzeźba Chrystusa upadającego pod krzyżem. Zgodnie z podaniem rzeźbę przewożono z Sidziny do Kalwarii Zebrzydowskiej, a transportujące ją woły stanęły w tym miejscu i nie chciały iść dalej. Uznano to za znak Boży i wybudowano kaplicę.



Żółty szlak na Parszywkę
Z kapliczki pod Koskową Górą, trochę zmarznięta, ruszam z Hugo dziarskim krokiem żółtym szlakiem na Parszywkę – szczyt we wschodniej części Pasma Koskowej Góry. Na szczęście po chwili ścieżka wchodzi w las, co pozwala przez moment zapomnieć o zimnym wietrze.


Pod osłoną drzew idziemy ok. 1300 m, by następnie wyjść na ogromną łąkę i wrzosowiska, które muszą wyglądać obłędnie w czasie kwitnienia. Właśnie tu znajduje się Wrzosowy Dwór (pokoje, restauracja), w którym jest pieczątka GOT. W pośpiechu zapomniałam swojej książeczki, więc omijam dwór szerokim łukiem, podążając za szlakiem. Do miejsca tego dojechać można samochodem z Bogdanówki.


Jeszcze parę kroków i Parszywka zdobyta! Na tym mało-wybitnym szczycie znajduje się Kaplica Weronika powstała z inicjatywy Rodzinnej Grupy Turystyczno-Krajoznawczej Nieprzemakalni.




Idziemy zalesionym grzbietem Parszywki w stronę Więciórki Polany, wykorzystując pnie ściętych drzew na trening podstawowych komend posłuszeństwa. Hugo, jak każdy owczarek, poza sporą dawką ruchu potrzebuje regularnych ćwiczeń nagradzanych zabawą.


Ogromna polana jest fantastycznym miejscem widokowym na Beskid Wyspowy i całą panoramę Tatr. Niestety, przy dzisiejszej pogodzie tę drugą muszę sobie odtworzyć z pamięci.


W Więciórce Polanie znajduje się kaplica pw. Świętej Anny, obok której ustawiona jest figura Jezusa Frasobliwego. Tu również zaczyna się czarny szlak, którym zejdziemy do Bogdanówki.


Czarny szlak do Bogdanówki – podsumowanie
Przed nami czterokilometrowe zejście na parking do Bogdanówki. Trochę mi nie w smak, że szlak prowadzi asfaltem, ale po kilkudziesięciu metrach ten się kończy i tuptamy leśną drogą.


Dopiero tutaj też spotykam pierwsze ślady wiosny. Kwitnącą rzeżuchę pięciolistną i dziki rabarbar.



Wśród coraz wyraźniejszych ptasich treli schodzę dziarsko ciesząc się tym, co tu i teraz. Tym, że choć moje wcześniejsze plany spaliły na panewce, to jednak udało mi się pójść z Hugo na fajny, beskidzki spacer.
Dziesięciokilometrowa pętla, którą zakłócał jedynie wiejący zimny wiatr, pozwoliła mi odetchnąć pełną piersią i naładować baterie na najbliższe dni, a psu zapewnić trochę więcej atrakcji, niż przemierzanie tak dobrze znanych ścieżek wokół domu. Do wyłącznej dyspozycji miał puste łąki i polany, na których szalał do woli wywołując tym samym radość na mojej twarzy🙂
Tradycyjnie już zamieszczam link do trasy: https://mapa-turystyczna.pl/route?q=49.7410996,19.8054314;49.7414460,19.7896600;49.7583330,19.7852400;49.7608280,19.8170370;49.7411000,19.8054310#49.74671/19.82080/14
