Dokładnie po roku wracamy do Bielska-Białej, gdzie wówczas rozpoczynaliśmy naszą przygodę z Małym Szlakiem Beskidzkim. Tym razem nie pokonamy aż takiego dystansu, ale przejdziemy szlakami północnej części Parku Krajobrazowego Beskidu Śląskiego trasą liczącą prawie 30 km. Odwiedzimy tutejsze schroniska, skosztujemy najlepszą szarlotkę i zasiądziemy na tronie. A początek i koniec wędrówki sytuujemy w zespole przyrodniczo-krajobrazowym Dolina Wapienicy.
- Dolina Wapienicy i jezioro Wielka Łąka
- Trzy schroniska Beskidu Śląskiego
- Czerwony szlak ze Schroniska PTTK Błatnia do Jaworza
- Dolina potoku Jasionka i Szlak Szklany
- Wrażenia z wycieczki
Dolina Wapienicy i jezioro Wielka Łąka
Dolina Wapienicy położona jest w północnej części Beskidu Śląskiego, pomiędzy Pasmem Błatniej a Pasmem Szyndzielni i Klimczoka. Płynąca nią Wapienica, wraz z dopływami tworzy zespół przyrodniczo-krajobrazowy zwany również Parkiem Ekologicznym Doliny Wapienicy. W dwudziestoleciu międzywojennym na rzece wybudowano Zaporę wodną im. Ignacego Mościckiego, a spiętrzone wody Wapienicy i potoku Barbara utworzyły jezioro Wielka Łąka – zbiornik pełniący funkcję rezerwuaru wody pitnej dla Bielska-Białej. W latach 1990. PGBW Hydrogeo w Krakowie przeprowadziło modernizację zapory, której groziła śmierć technologiczna.

Krajobrazowo-przyrodnicze walory doliny Wapienicy dostrzegła na początku XIX wieku Luiza Sułkowska, żona księcia bielskiego Jana Sułkowskiego, przyjeżdżając tu na spacery. Być może właśnie z jej inicjatywy, na początku lat 1830. książę nakazał objąć ochroną ok. 700 ha lasów w dolinie, a ta nazwana została Doliną Luizy. Nazwa ta obowiązywała do połowy XX stulecia.

Na początku lat 1990., stowarzyszenie proekologiczne Pracowania na Rzecz Wszystkich Istot prowadziła wieloletnią kampanię, której zwieńczeniem było uchwalenie w 1993 roku przez RM Bielska-Białej zespołu przyrodniczo-krajobrazowego Dolina Wapienicy. Po raz pierwszy w Polsce wprowadzono wówczas ideę parku ekologicznego, czyli miejsca, w którym łączy się ochronę przyrody z edukacją ekologiczną. Od 1998 roku, Dolina Wapienicy wchodzi w skład Parku Krajobrazowego Beskidu Śląskiego.
Po prawie dwustu latach również i my pragniemy docenić walory przyrodnicze tego miejsca, zaczynając i kończąc tu naszą wędrówkę szlakami północnej części Beskidu Śląskiego. A rozpoczynamy kąpielą w Żydowskim Potoku, będącym prawostronnym dopływem Wapienicy.


Trzy schroniska Beskidu Śląskiego
Po przejściu 2 km asfaltową drogą pod zaporę z parkingu, gdzie początek bierze żółty szlak do Górnej Stacji Kolei Linowej Szyndzielnia, skręcamy w lewo i zaczynamy wędrówkę w jej kierunku. Przed nami trzykilometrowe podejście na wysokość 958 m n.p.m. Idziemy przez charakterystyczny dla regla dolnego las, w którym dominuje żyzna buczyna karpacka z domieszką jaworu i jodły, a który pachnie jeszcze poranną świeżością.



Na wysokości 908 m n.p.m. znajdujemy się w miejscu, gdzie dochodzi czerwony szlak z Polany Dębowiec, a którym bezpośrednio można dojść do Schroniska PTTK Szyndzielnia.

Kontynuujemy jednak naszą wędrówkę kolorem żółtym, by po chwili znaleźć się przy Górnej Stacji Kolei Linowej Szyndzielnia. Wczesna pora i fakt, że jesteśmy przed sezonem sprawiają, że miejsce świeci pustkami.



Stąd już niespełna 500 m do schroniska.
Schronisko PTTK Szyndzielnia
Schronisko na Szyndzielni jest jednym z najpopularniejszych, a równocześnie najstarszych schronisk w Beskidach. Jego historia sięga końca XIX wieku. Zbudowane z kamienia i drewna, z charakterystyczną wieżyczką, w której mieściła się stacja meteorologiczna, stylem nawiązuje do schronisk alpejskich. W latach 1950. dobudowano skrzydło, w którym mieści się kuchnia i jadalnia mająca 108 miejsc siedzących!

Dawniej, na wschodnich stokach Szyndzielni znajdowała się skocznia narciarska i tor saneczkowy. Dziś, nad koronami ponad stuletnich buków rozpościera się widok na Bystrą i pasma Beskidu Małego.

Przed schroniskiem znajduje się taras, na którym siadamy przy kawie i szarlotce, która otrzymała tytuł Najlepszej Szarlotki Górskiej w Polsce w Wielkim Teście Szarlotek na Festiwalu Górskim w Lądku-Zdroju. Przyznaję, dobra🙂

Do schroniska, poza jadalnią, można wejść z psem. Można z nim również zanocować, dokonując wcześniejszej rezerwacji miejsca. Nocleg z psem możliwy jest bowiem tylko w dwóch pokojach, a dopłata za czworonoga wynosi 50 zł/dobę.
Ze smakiem kawy i szarlotki w ustach ruszamy na szczyt Szyndzielni (1028 m n.p.m.) i dalej, w kierunku Klimczoka.


Przechodzimy Nad Szyndzielnią (1055 m n.p.m.) skąd widać szczyt Klimczoka i choć idziemy grzbietem Pasma Klimczoka i Szyndzielni postępująca sukcesja leśna skutecznie ogranicza dalsze widoki.



Dochodzimy do miejsca, z którego można iść żółtym szlakiem na szczyt Klimczoka lub wejść na szlak czerwony, który prowadzi do Schroniska PTTK Klimczok. Wybieramy wariant drugi.


Schronisko PTTK Klimczok
Schronisko górskie na Klimczoku, podobnie jak to na Szyndzielni jest jednym z najstarszych beskidzkich schronisk. Jego historia sięga lat 1870., a nazywane wówczas było Klementynówką, od imienia jego właścicielki – Klementyny von Primaversi. Drewniany budynek schroniska trzy razy trawiony był przez pożar, aż w 1914 roku do użytku turystów oddano kamienny budynek, który zmodernizowany funkcjonuje po dzień dzisiejszy. W porównaniu do obiektu z Szyndzielni, Schronisko PTTK Klimczok wydaje się niezwykle kameralnym. Z przyjemnością siadamy przy jednym ze stołów, których jest całkiem sporo wokół budynku, korzystając z przedsezonowej ciszy.

Schronisko PTTK Klimczok oferuje 40 miejsc noclegowych w pokojach z łazienkami, domową kuchnię, a także możliwość zorganizowania białych i zielonych szkół dla uczniów. Nie ma tu natomiast możliwości zanocowania z psem.
Po kilkunastominutowym odpoczynku w promieniach wychodzącego zza chmur słońca, ruszamy na szczyt Klimczoka. Przed nami króciutkie podejście. Po drodze mijamy ważny dla tego regionu węzeł szlaków (Siodło pod Klimczokiem), przy którym beskidzki przewodnik objaśnia grupie młodzieży znaczenie poszczególnych ich kolorów.


Wychodząc na szczyt, z każdym metrem w górę, odsłania się fantastyczna panorama na pasma Beskidu: Małego, Śląskiego i w oddali Żywieckiego, z jego potężnymi masywami.


Po prawej stronie znajduje się Wystawa Kamieni przyniesionych przez turystów z różnych szczytów świata. W partii podszczytowej Klimczoka, na południowo-zachodnich zboczach znajdują się dwie jaskinie: Jaskinia Ali Baby i Jaskinia Piętrowa. Obie są typowymi dla Beskidów jaskiniami osuwiskowymi, powstającymi na skutek grawitacyjnego pękania i osuwania się mas skalnych, tu piaskowców.

Klimczok zdobyty! Co prawda nie po raz pierwszy, bo bywaliśmy tu z naszymi dziećmi, za to po raz pierwszy w psim towarzystwie. Do XIX wieku Klimczok nazywany był Goryczną Skałką lub tylko Skałką, a nazwa pochodziła od znajdujących się tu rozpadlin skalnych, w których były jaskinie. W jednej z nich ukrywał się legendarny zbójnik Klimczok, nieszczęśliwie zakochany we wspomnianej wcześniej Klementynie. A że nieszczęśliwa miłość była domeną twórców doby romantyzmu, ci przemianowali Skałkę na Klimczok.

Kontynuujemy wędrówkę żółtym szlakiem w kierunku Błatniej mijając po drodze odejście czarnego szlaku, który prowadzi do schroniska na Szyndzielni, a następnie Trzy Kopce (1082 m n.p.m.), na którym znajdują się ruiny dawnego schroniska turystycznego. Miejscami szlak prowadzi odsłoniętym zerodowanym fliszem karpackim.



Odcinek pomiędzy Trzema Kopcami a Stokiem Szyndzielni Rezerwat idziemy wzdłuż południowej granicy rezerwatu. Rezerwat przyrody Stok Szyndzielni tak naprawdę znajduje się na północnym stoku Trzech Kopców, a jego celem jest ochrona naturalnych zespołów leśnych regla dolnego. Utworzony w 1953 roku jest jednym z najstarszych rezerwatów Beskidu Śląskiego. Po przeciwnej stronie ścieżki, wśród drzew znajduje się niewielkie jeziorko osuwiskowe.


Po przejściu około 4 km od szczytu Klimczoka wychodzimy na rozległą polanę Stołówka, leżącą na grzbiecie łączącym szczyty Stołowa i Błatniej. Dawniej, podobnie jak na wielu beskidzkich halach, toczyło się tu pasterskie życie zapoczątkowane przez Wołochów. Dziś polana oferuje jedną z najpiękniejszych panoram w Beskidzie Śląskim. Poza szczytami Beskidu Śląskiego, przy dobrej pogodzie widoczny jest Wielki i Mały Połom (Beskid Śląsko-Morawski), Wielka Racza (Beskid Żywiecko-Kisucki), a przy bardzo dobrej – Mały i Wielki Krywań (Mała Fatra).


Oczywiście, jak na każdej wycieczce, gdy jest to tylko możliwe, wykorzystuję takie miejsca nie tylko na podziwianie widoków, ale i zabawę z Hugo, która jest chyba dla niego jednym z ważniejszych punktów wędrówki. I tak pomalutku dochodzimy do szczytu Błatniej, przy którym znajduje się podobne jak na Klimczoku drewniane krzesło przypominające tron. I oczywiście, kto zasiadł pierwszy?



Stąd już tylko kilka kroków dzieli nas od kolejnego schroniska na trasie.
Schronisko PTTK Błatnia
Schronisko PTTK Błatnia jest trzecim i ostatnim obiektem, jaki odwiedzamy podczas dzisiejszej wędrówki. Pomimo okrągłej, przypadającej w tym roku stuletniej historii jest najmłodszym spośród całej trójki. Wybudowane przez niemieckie Towarzystwo Przyjaciół Przyrody Naturfreunde, w czasie II wojny światowej zajęte zostało przez niemieckie wojska, a zimą 1944/1945 zdewastowane i rozebrane przez nie. Materiał wykorzystano do budowy umocnień polowych. Po wojnie Polskie Towarzystwo Tatrzańskie przejęło i zaczęło odbudowywać budynek schroniska, oddając go już w sierpniu 1945 roku do użytku. W kolejnych latach, aż po dzień dzisiejszy dzierżawcy modernizowali obiekt tak, by obecnie udostępnić turystom 49 miejsc noclegowych w pokojach z łazienkami lub łazienką na korytarzu, jadalnią i salą zabaw dla dzieci. W schronisku na Błatniej można również zanocować z psem. Podobnie, jak w Schronisku PTTK Szyndzielnia należy wcześniej zarezerwować pokój, a opłata za zwierzaka wynosi 50 zł/dobę.

Siadamy przy jednym ze stołów, w cieniu przepięknego buka, w pobliżu którego ustawiono kolejne krzesło. Jednak to bardziej przypomina krzesło inkwizytorskie, niż tron, toteż obchodzimy je szerokim łukiem😉


I tu właściwie moglibyśmy skończyć naszą wędrówkę i niebieskim szlakiem wrócić do Doliny Wapienicy, ale że jest to jeden z najdłuższych dni w roku z temperaturą oscylującą w granicach 20oC, grzechem byłoby nie pójść dalej. Więc idziemy!
Czerwony szlak ze Schroniska PTTK Błatnia do Jaworza
Przed nami sześciokilometrowy, niewymagający odcinek, którym zejdziemy do ośrodka ZHP w Jaworzu. Zanim jednak ruszymy, ostatni rzut oka na budynek schroniska i chwila, by zapoznać się z powojenną historią miejsca i losami żołnierzy oddziałów leśnych Narodowych Sił Zbrojnych.


Idziemy Polanami Cisowymi, przy których znajduje się Ranczo Błatnia, gdzie podobnie jak w schronisku można usiąść i zjeść podczas wędrówek pobliskimi szlakami, Wielka Cisowa (878 m n.p.m.), przy której znajduje się miejsce pamięci partyzantów NSZ oraz odejście zielonego szlaku do Brennej.



Na skraju polany, wśród drzew, znajduje się niezwykle urokliwa kapliczka, obok której nie możemy przejść obojętnie.

Ścieżka, która na chwilkę schowała się w lesie wyprowadza nas znów na polanę, którą schodzimy na Mały Cisowy (829 m n.p.m.).


Pod osłoną drzew dochodzimy do Skrzyżowania pod Czuplem, gdzie dochodzi Szlak Myśliwski prowadzący z Brennej-Spalonej na Czupel. Długość szlaku wynosi 3 km i pozwala zapoznać się z kulturą łowiecką i przyrodą miejscowych lasów.


Zapoznawszy się z ideą Szlaku Myśliwskiego ruszamy w kierunku Czupla. I tu należy doprecyzować, którego. Bowiem w Beskidzie Śląskim są dwa szczyty o tej nazwie, podobnie zresztą jak w Beskidzie Małym, a sama nazwa czupel oznacza górę o ostrym wierzchołku. My zdobywamy ten w Paśmie Błatniej, o wysokości 736 m n.p.m.

Szlak prowadzi nas teraz w kierunku północnym, wschodnimi stokami Łazka omijając jego szczyt (713 m n.p.m.), by Pod Łazkiem, na wysokości 662 m n.p.m. skręcić gwałtownie na wschód. Wraz ze skrętem, diametralnie zmienia się las. Do tej pory mieszany, teraz ustępuje miejsca dorodnej buczynie, której pnie srebrzą się w słońcu.

Przed nami dość ostre zejście do Jaworza, do Ośrodka Obozowego ZHP, przy którym siadamy na chwilkę.



Dolina potoku Jasionka i Szlak Szklany
Niezwykle malownicza Dolina potoku Jasionka okazuje się strzałem w dziesiątkę na dzisiejszej wycieczce. Przy temperaturze, która rosła z każdą kolejną godziną zapewnia wymarzony cień i przyjemny chłodzik. Dolina Jasionki położona jest pomiędzy masywami: Błatniej i Wielkiej Polany. Tak naprawdę potok nazywa się Jasienica, a nazwa Jasionka „zarezerwowana” jest dla jego górnego odcinka.


Poza nami, z wędrówki doliną cieszy się Hugo, który szaleje w wodach potoku.


Dolinę potoku Jasionka przemierzamy ścieżką oznaczoną niebieską literą „s”, tzw. Szlakiem Szklanym, który początek bierze w Jaworzu-Nałężu i prowadzi na Ranczo Błatnia – to, które mijaliśmy schodząc ze Schroniska PTTK Błatnia. Nazwa szlaku nawiązuje do huty szkła, która funkcjonowała na stokach Błatni w XVII i XVIII stuleciu, a jego długość wynosi 5,3 km. Nie przejdziemy go w całości, a jedynie czterokilometrowy odcinek, do Siodła pod Przykrą. Po przejściu około 1,5 km ścieżka odbija w lewo i pod osłoną drzew zaczyna pomalutku piąć się w górę.


150 m przed rzeczonym siodłem schodzimy ze Szklanego Szlaku i żółtym szlakiem dochodzimy do niego. Skręcając w prawo doszlibyśmy do Schroniska PTTK Błatnia, w lewo – do Doliny Wapienicy.

Przed nami ostatni, sześciokilometrowy odcinek, na którym zdobywamy szczyty: Przykrej (818 m n.p.m.) i Palenicy (688 m n.p.m.).


Po przejściu już ponad dwudziestu kilometrów odczuwamy lekkie zmęczenie, ale szlak prowadzący szeroką ścieżką przez las, plus gorąca wymiana wrażeń z dzisiejszej ekskursji pozwalają nam o nim zapomnieć.


Najbardziej wymagającym okazuje się zejście nad Jezioro Wielka Łąka, gdzie noga czasem ucieka na luźnych kamieniach. Niedogodność tę rekompensuje za to widok na masyw Szyndzielni i ta satysfakcja z zatoczonej pętli🙂 Spod zapory idziemy już prosto do samochodu.

Wrażenia z wycieczki
Wróciliśmy bardzo zadowoleni i to z kilku powodów.
Po pierwsze, poza Klimczokiem nie znaliśmy pozostałych miejsc i trasa, którą przeszliśmy była dla nas zupełną nowością. Choć suma podejść, i podobnie zejść, oscylowała w granicach 1300 m, na dystansie prawie 30 km rozłożyła się na tyle przyjemnie, że stawała się praktycznie niezauważalna. Co ciekawe dla mnie, choć maszerowaliśmy szlakami Beskidu Śląskiego zupełnie inaczej wyglądał odcinek z Doliny Wapienicy, przez Szyndzielnię i Klimczok do Błatniej, niż powrotny z Błatniej przez Cisowe, Czupel i Przykrą. Nie do końca wiem, jak to nazwać, ale ten pierwszy miał taki „górski charakter”, natomiast drugi był bardziej leniwy, spokojny, no i jeszcze ta malownicza Dolina Jasionki.


Po drugie, spędziliśmy ze sobą cudowny czas na wędrówce, rozmowie, wspomnieniach. Do tego wymarzona pogoda. Chyba przyjmę teraz zasadę, że samotne wypady z Hugo do 20 km, a wycieczki z Mężem i Hugo – min. 25 km😉
Po trzecie, wróciliśmy po roku w Beskid Śląski, który jest nam mniej znany. A szkoda. Jest inny, ma swój charakter, swoje tempo. Myślę, że wrócimy tu jeszcze nie raz. I chyba stanę się największym orędownikiem budowy S52, bo pokonanie 80 km dotychczasowymi drogami zajmuje 2 godziny!
