hala miziowa

Miziowa i Rysianka. Beskidzkie hale w wiosennej odsłonie.

Posted by

·

Nawiązując do tekstu piosenki napisanego przez Wojciecha Młynarskiego lubię wracać tam, gdzie byłam już, a jeszcze bardziej lubię wracać drogami, którymi nie szłam albo szłam ich fragmentami. Jednymi z takich miejsc są beskidzkie hale, które ogrzane majowym słońcem zapraszają, by rozsiąść się wygodnie i kontemplować roztaczające się z nich widoki. A maj w tych rejonach ma w sobie coś absolutnie magicznego.

Sentymentalny wstęp

Tym razem wracam z Hugo na hale: Miziową i Rysiankę. Na tę drugą wracam zresztą z ogromnym sentymentem. Witałam tu wraz z Mężem i naszymi psami pierwszy grudniowy śnieg, idąc niebieskim szlakiem z Sopotni Wielkiej, a relacja z tej wycieczki stała się zalążkiem „psyjaznego”. Dziś, zamiast białego puchu, pod stopami mam wiosenną zieleń, a zimowa aura ustąpiła miejsca ciepłym promieniom słońca.

Z kolei Hala Miziowa, rozciągająca się pod dumnym szczytem Pilska – Księcia Beskidów, przypomniała mi naszą zeszłoroczną, wiosenną wędrówkę na sam wierzchołek.

Tyle sentymentów, czas ruszać na wycieczkę. A ta poprowadzi trzema kolorami i zatoczy 20km pętlę z początkiem i końcem w Sopotni Wielkiej.

Szlak zielony: Sopotnia Wielka – Hala Miziowa

Do Sopotni Wielkiej przyjeżdżam koło 8.30 i na jednym z prywatnych parkingów zostawiam samochód. Koszt postoju za cały dzień wynosi 15zł, a płatności można dokonać blikiem lun gotówką, wrzucając pieniądze do skarbonki. W odległości 300m od parkingu znajduje się wejście na szlak zielony, przy którym umiejscowiony jest kolejny parking. Zaraz po wejściu na szlak napotykam wiatę. To dobre miejsce, by porządnie zawiązać buty przed czekającą nas wędrówką😉

Od razu wchodzę z Hugo na kamienistą leśną ścieżkę i próbuję iść w rytm wybijany przez dzięcioła. Jednak tempo, które narzucił przerasta nasze możliwości, a przynajmniej moje, toteż pozostaję w zgodzie z własnym.

Po przejściu niewiele ponad 2km wychodzimy z lasu na ścieżkę skąpaną w promieniach ciepłego majowego słońca.

Ogrzani, zanurzamy się z powrotem w las, który wraz z wysokością zmienia swoje oblicze. Mniej więcej na wysokości 1050m n.p.m. dochodzę z Hugo do miejsca, z którego rozpościera się widok na Kotarnicę – szczyt w Grupie Lipowskiego Wierchu i Romanki.

Po niespełna 4km znajduję się w miejscu, które już znam – Przełęcz Buczynka. Prowadzi tu również czarny szlak z Przełęczy Pod Przysłopem, którym szliśmy w ubiegłym roku z Korbielowa na Pilsko. Zatrzymuję się tu na chwilkę, by uzupełnić elektrolity: swoje i Huga. Przy takiej temperaturze, sama woda to za mało.

Droga, która znów prowadzi nas lasem wygląda teraz tak, sprawiając mojemu czworonożnemu towarzyszowi ogromną frajdę, a ja z kolei nie mogę się doczekać kiedy wyjdziemy na halę.

Balansując między kałużami na odcinku 500m, przynajmniej ja, wychodzimy na rozległą Halę Jodłowcową, która położona jest na grzbiecie odchodzącym na północ od szczytu Pilska, jego zachodnich zboczach i południowych stokach Buczynki (Góra Huńców).

Górna, północno-wschodnia część hali graniczy z Halą Górową, na której w okresie wakacyjnym funkcjonuje studencka baza namiotowa. Stąd też dojrzeć można majestatyczny szczyt Królowej Beskidów – Babią Górę (Diablak).

Przemierzam zalaną słońcem halę bawiąc się z Hugo, by po chwili zanurzyć się w cieniu lasu. Stąd do Schroniska PTTK na Hali Miziowej dzieli nas niewiele ponad kilometr, a wędrówkę urozmaicą nam formacje skalne zbudowane z odpornych na wietrzenie piaskowców magurskich (Górowa Skała).

Po dwóch godzinach marszu i błotnym spa Huga wychodzimy na Halę Miziową. I choć jej granice objęte są obszarem chronionym, można tu swobodnie wędrować z psami. Szybka kąpiel w źródłach potoku Kamienny i kierujemy się w stronę schroniska, do którego bez problemu wejdziemy z psem, a także możemy zanocować. Tym razem jednak nie wchodzę do środka, a jedynie obchodzę budynek dookoła, by nacieszyć oko roztaczającą się panoramą na wschodnie masywy Beskidu Żywieckiego, z tym największym – Masywem Babiogórskim.

Siadam przy jednym ze stołów, nad „brzegiem” Kamiennego i zajadając porcję żeli patrzę jak Hugo, niczym Tygrysek – przyjaciel Kubusia Puchatka, radośnie bryka w jego wodach. I to ma być pieskie życie?

Szlak czerwony: Hala Miziowa – Hala Rysianka

Siedzi i bryka się wspaniale, ale czas ruszać dalej. Mijam budynek Grupy Beskidzkiej GOPR, podchodzę do skrzyżowania szlaków na Hali Miziowej i zaczynam dalszą wędrówkę z Hugo czerwonym szlakiem w kierunku Hali Rysianka.

Już po przejściu 400m zatrzymujemy się na moment na skraju Hali Cebulowej, która podobnie jak wiele innych hal beskidzkich pamięta toczące się niegdyś na niej życie pasterskie. Swoją nazwę hala zawdzięcza rosnącemu na niej obficie czosnkowi syberyjskiemu, zwanego przez miejscową ludność cebulą.

Idziemy dalej i prawdę mówiąc myślałam, patrząc wcześniej na mapę, że iść będziemy pod osłoną lasu. Jednak szlak prowadzi jedynie w jego cieniu, pozwalając miejscami spojrzeć na potężny masyw Pilska.

Można za to skryć się wśród krzewów borówek, które są już obficie obsypane owocami. Nic tylko czekać aż dojrzeją, a na samą myśl o ciastach, sernikach i pierogach z nimi – już ślinka cieknie🙂

Maszerujemy, i nawet rzucane kłody pod nogi i łapy nie powstrzymują nas przed zdobyciem Muńczolika (1356m n.p.m.) – jednego z dziesięciu najwyższych szczytów w polskich Beskidach. Co ciekawe, Muńczolik na mapach Geoportalu występuje pod nazwą Szczawinka, a na mapach Compassu jako Sypurzeń.

Przed nami dość bystre zejście ze szczytu na Przełęcz Cudzichową (1251 m n.p.m.), gdzie rozciąga się hala o tej samej nazwie. W Przewodniku po Beskidach Zachodnich autorstwa Kazimierza Sosnowskiego widnieje taki oto opis Hali Cudzichowej: Prawdopodobnie jest to największa hala w Zach. Beskidach; z polskiej strony ma ok. 200 morgów obszaru, niewiele mniej z czechosł.; gospodarstwo szałasowe ostało się tu w dawnej postaci (drewniana trombita, ok. 4 m długa), 500 owiec, zebranych z różnych wsi, nawet orawskich, zganiają juhasi w koszar do podoju, w szałasie smaczne, czysto owcze serki. Po czechosłow. stronie wypasają pasterze z Orawy woły; źródeł wielka obfitość„. Dziś na hali jestem tylko ja z Hugo.

A skoro przełęcz, to czeka nas teraz podejście na kolejny szczyt – Palenicę (1340m n.p.m.), o trudnej do wymówienia słowackiej nazwie Brst. Znajduje się na nim stół piknikowy z wydzielonym miejscem na ognisko.

Idziemy dalej, w otoczeniu lasu, szeroką drogą, na której mija nas dwóch, czy trzech rowerzystów. A my mijamy Marszałkową (1219m n.p.m.) i schodzimy na Trzy Kopce (1213m n.p.m.). Stąd niebieskim szlakiem można dojść do Bacówki na Krawcowym Wierchu.

Podążam z Hugo dalej czerwonym szlakiem w stronę Hali Rysianka, do której powinniśmy dojść, wg znaków, za trzy kwadranse. Zmienia się otaczająca nas sceneria, dzięki czemu możemy dostrzec szczyty Małej i Wielkiej Fatry, a „mój model” nauczony już przebytymi wspólnie kilometrami sam wskakuje na pniak, bez żadnej komendy.

Kolejne 700m idziemy południową granicą Rezerwatu Pod Rysianką, który utworzony został w 1970r. w celu ochrony lasu świerkowo-jodłowo-bukowego. Jeszcze kilka metrów i jesteśmy na ogromnej Hali Rysianka.

Teraz kieruję kroki w stronę schroniska, jednak z uwagi na dość liczną i głośną (jak dla mnie) grupę młodzieży siadamy wygodnie na trawie ciut niżej, gdzie pałaszuję z apetytem resztę żelków, a Hugo porcję chrupów. Zanim jednak usiedliśmy, dobrze się rozejrzałam czy nie mamy towarzystwa żmij, które można już spotkać na beskidzkich halach. W ubiegłym tygodniu spotkałam żmiję zygzakowatą na Polanie Jaworze na Łopieniu, będąc na porannym spacerze z Hugo.

A co zrobić, gdy psa na wycieczce ugryzie żmija? W pierwszej kolejności opatrzeć ranę, jeżeli ta jest na łapie założyć powyżej miejsca ugryzienia opaskę uciskową i przede wszystkim jak najszybciej udać się do weterynarza, by podać antytoksynę (surowicę). Ważnym jest również, aby ograniczyć ruch zwierzęcia (nieść je), tak by zapobiec rozprzestrzenianiu się trucizny po organizmie. W przypadku ugryzienia człowieka – szybciutko skontaktować się z ratownikami GOPR 601 100 300 i 985 lub zadzwonić na numer alarmowy 112.

Szlak niebieski: Hala Rysianka – Sopotnia Wielka

Na szczęście i tym razem nigdzie dzwonić nie musimy, za to musimy pomalutku myśleć o powrocie. A ten zaplanowany mam niebieskim szlakiem, o którym wspominam we wstępie niniejszego wpisu.

Schodząc, pierwsze 800m idziemy szeroką leśną drogą, przy której znajduje się stół piknikowy.

Kilka kroków dalej, szlak skręca w lewo pod kątem prostym i przyjmuje zgoła inne oblicze. Ścieżka staje się wąska, kręta, „najeżona” kamieniami i korzeniami, przez co piękna i ciekawa.

Przecinają ją liczne cieki, przybierając w jednym miejscu formę niewielkiego wodospadu.

Przed końcem tego odcinka niebieskiego szlaku znajduje się źródełko, a tuż za nim zejście na drogę pożarową, którą teraz podążam z Hugo w stronę parkingu w Sopotni Wielkiej.

Przed nami czterokilometrowy, najmniej ciekawy, odcinek. Ale i tu znajduję atrakcje w postaci kilku wodospadów,

a Hugo pływając i aportując w wodach Sopotni.

Podsumowanie wycieczki

Tak, lubię wracać w miejsca, które już znam i do których mam pewną słabość. Odwiedzone ponownie przeze mnie hale: Miziowa i Rysianka, a także te mijane po drodze, oferują nie tylko fantastyczne widoki, ale są dostępne dla osób wędrujących z psami. Na obydwu halach znajdują się schroniska, których drzwi otwarte są dla psiaków. Z uwagi na gabaryty naszych psów oraz komfort innych turystów, staram się, czy staramy nie nadużywać tej gościnności, a informację o możliwości zatrzymania się z psem w danym obiekcie wykorzystuję przy planowaniu dłuższych wędrówek.

Novum dzisiejszej wędrówki stanowiło dla mnie przejście czerwonym szlakiem z Hali Miziowej na Halę Rysianka i nie ukrywam, że byłam mile nim zaskoczona. Patrząc bowiem wcześniej na mapę spodziewałam się, że szlak prowadzić będzie głównie między drzewami.

Trasa licząca 20,6km jest o tyle fajna, że z której strony byśmy jej nie zaczęli charakteryzuje się podobną sumą podejść i zejść, a za jej przejście można uzyskać aż 30 pkt do Górskiej Odznaki Turystycznej.

Dzięki temu, że znaczna część trasy prowadzi w cieniu drzew i można na niej spotkać mniejsze, czy większe cieki nadaje się na wędrówkę z psem nawet przy wyższych temperaturach.