Trzeci dzień lutego, mroźny i słoneczny, w sam raz, by wybrać się z psem na spacer szlakami Beskidu Wyspowego. A właściwie, jednym – niebieskim z Naprawy na Luboń Wielki. I choć na Luboniu byliśmy nie raz, nigdy nie szliśmy tędy. Plecak spakowany, pasy zapięte, ruszamy. Zapraszam na wycieczkę🙂
- Z czego słynie Naprawa?
- W krainie śniegu
- Luboń Mały
- Polana Surówki i jej historie
- Luboń Wielki – droga na szczyt
- Luboń Wielki z psem
- Podsumowanie, czyli wrażenia ze spaceru
Z czego słynie Naprawa?
Spacer zaczynamy na parkingu w Naprawie, niewielkiej wsi położonej w Kotlinie Rabczańskiej, u podnóża Lubonia Małego. I chyba cały czas wieś byłaby niewielka i mało znana, gdyby nie została uwieczniona w powieści Jalu Kurka Grypa szaleje w Naprawie, za którą autor otrzymał w 1935r. Nagrodę Młodych Polskiej Akademii Literatury.
Z innych ciekawostek związanych z przedstawicielem Awangardy Krakowskiej jest ta, że w latach 1950. pisarz na miejscu starej chałupy swojej matki wybudował duży drewniany dom w stylu zakopiańskim, w którym mieszkał aż do śmierci (1983r.). Zabytkowy budynek „stanął” na wjeździe do tunelu nowej Zakopianki, został rozebrany, przeniesiony i odtworzony w nowym miejscu w gminie Jordanów.

W krainie śniegu
Po iście awangardowym wstępie😉 ruszam z Hugo niebieskim szlakiem na szczyt Lubonia Wielkiego. Przed nami 7,5 km o deniwelacji ok. 370 m, czyli prawie po płaskim. Pierwsze pół kilometra idziemy drogą asfaltową, a następnie skręcamy w prawo i wchodzimy w baśniową krainę.



Mijamy kilka zabudowań, parę razy na rozgrzewkę rzucamy patykiem, po czym zanurzamy się w otchłań zimowego lasu. A ten wygląda po prostu obłędnie!



Wychowana na Baśniach H. Ch. Andersena, czuję się niczym mała Gerda z Królowej Śniegu,



a Hugo przypomina mi Kazana z powieści J.O. Curwood’a Szara wilczyca.



I tak, wspominając „pochłaniane” w dzieciństwie książki, które odkrywały przede mną daleką, nieznaną północ, nawet nie wiem kiedy, a już jesteśmy na szczycie Lubonia Małego.
Luboń Mały
Luboń Mały zdobywamy po przejściu 2700 m i pokonaniu różnicy wzniesień wynoszącej 200 m. Praktycznie jest to jedno z dwóch „podejść” jakie na nas czekają podczas dzisiejszego spaceru.


Luboń Mały (869 m n.p.m.) to mało wybitne wzniesienie w zachodnim grzbiecie Lubonia Wielkiego, w całości zalesione, a co za tym idzie – pozbawione widoków. Te rekompensują dzisiaj ośnieżone drzewa i baraszkujące w promieniach słońca płatki śniegu,

a także oddalona niespełna 2 km Polana Surówki, w stronę której zmierzamy.

Polana Surówki i jej historie
Ze szczytu Lubonia Małego wspomniane 2 km idziemy praktycznie po „jednej poziomicy”, by wreszcie stanąć na północno-zachodnim skraju polany, z górującym nad nią szczytem Lubonia Wielkiego na wschodzie.

Polana Surówki jest rozległą polaną położoną na południowych zboczach zachodniego grzbietu Lubonia Wielkiego. Swoją nazwę bierze od dwóch znajdujących się tu przysiółków/osiedli: Surówka – w północnej części i Krzysie – na południu. Stąd też czasem polana nazywana jest Krzysiami.

Z polany roztaczają się rozległe widoki na Kotlinę Rabczańską, Gorce oraz wznoszące się nad nimi Tatry. Niestety nie dziś. Towarzyszące nam, podobnie jak dwa tygodnie wcześniej na Turbaczu, zjawisko inwersji temperatury i ścielące się nad Kotliną morze mgieł, skutecznie zasłania górską panoramę.


Na polanie, poza kilkoma zabudowaniami, znajdują się obiekty religijne oraz tablica opisująca historię tego miejsca. W czasie II wojny światowej lasy Lubonia Wielkiego były miejscem działań oddziałów partyzanckich, a schronisko na Luboniu – jedną z baz oddziałów AK. Jesienią 1944r. Niemcy dotarli na jego szczyt, budynek schroniska oszczędzili, ale spalili szałasy i jedno z domostw osiedla Surówki.
Na północno-wschodnim skraju Polany Surówki znajduje się niewielki kopczyk i tablica upamiętniająca katastrofę śmigłowca Mi-2, która miała miejsce w 1985r. Maszyna, należąca do czechosłowackiego Slov Air leciała na okresowy przegląd do Świdnika, ale fatalne warunki pogodowe nie pozwoliły dostrzec pilotom zalesionego stoku Lubonia, o który śmigłowiec się rozbił.

Luboń Wielki – droga na szczyt
Po zapoznaniu się z historią Polany Surówki i zabawie z Hugo, ruszamy dalej. Przed nami ok. 2,5 km, które przez 2000 m przebiega prawie na tej samej wysokości, w cudownej scenerii.

Mniej więcej w połowie tego odcinka stajemy w miejscu, w którym po raz pierwszy roztacza się przed nami widok w kierunku północnym i górujący nad Przełęczą Glisne Szczebel.


Od wejścia na szczyt Lubonia Wielkiego dzielą nas już ostatnie metry, a leniwa jak do tej pory ścieżka robi się coraz bardziej kamienista i pnie się w górę.


Luboń Wielki z psem
Po prawie 2,5 h marszu przeplatanego wspomnieniami książek czytanych w dzieciństwie, poznawania nowych miejsc i oczywiście zabawie z Hugo docieram na szczyt. Dopiero też tutaj spotykam pierwszych turystów wychodzących ze schroniska.



Ponieważ do Schroniska PTTK na Luboniu Wielkim nie wejdziemy z psem, siadam przy jednym ze stołów, by w pełnym słońcu napić się herbaty i napawać się ciszą.

Dzisiejszy spacer pozwolił mi zdobyć Luboń Wielki z Hugo każdym szlakiem, którym można podążać z psem. W ubiegłym roku zrobiliśmy pętelkę zielono-niebieskim szlakiem z Rabki-Zaryte oraz dwukrotnie czerwonym z Przełęczy Glisne, przy czym drugi raz gdy finiszowaliśmy Mały Szlak Beskidzki, oczywiście z Hugo.
Na szczyt Lubonia można wejść jeszcze żółtym szlakiem z Rabki-Zdroju-Zaryte, tzw. Perć Borkowskiego, który prowadzi przez największe gołoborze Beskidu Wyspowego znajdujące się na obszarze Rezerwatu Luboń Wielki. I właśnie z uwagi na rzeczony rezerwat jest to szlak niedostępny dla czworonogów.
Podsumowanie, czyli wrażenia ze spaceru
Wracanie po własnych śladach nie jest tym, co szczególnie lubię, ale w dzisiejszych warunkach pogodowych w ogóle mi to nie przeszkadza. Zanurzam się z powrotem w baśniowy las, który we wczesnopopołudniowym słońcu skrzy się zupełnie inaczej, a ja mijam te same miejsca patrząc na nie z innej perspektywy.


Zatrzymuję się na chwilę na Polanie Surówki, by przez chwilę pobawić się z Hugo i w nadziei, że może teraz zobaczę Tatry. Ale niestety, zostaje nam tylko, albo aż zabawa.



Mijamy Luboń Mały i schodzimy do Naprawy.


To był piękny dzień i piękny spacer! 15 km w ciszy i oszałamiającej zimowej oprawie. Trasa absolutnie niewymagająca, a momentami może nawet nudna. Choć najdłuższe, to na pewno zdecydowanie najłatwiejsze wejście na szczyt Lubonia Wielkiego. Myślę, że równie pięknie jak w zimie, może wyglądać jesienią. I może to nawet sprawdzę😉

