Ostatnio przemierzaliśmy szlaki Beskidu Żywieckiego, przeszliśmy Beskid Śląski, Mały i Wyspowy w ramach Małego Szlaku Beskidzkiego, przyszła więc pora na Beskid Sądecki. Na początek jego zachodnia część. Beskid Sądecki, którego szlaki wydają mi się być rzadziej odwiedzane przez turystów. A może to tylko złudzenie? Najlepiej sprawdzić to osobiście, zwłaszcza w okresie wakacyjnym. Zapraszam!
- Beskid Sądecki w skrócie
- Szczawnica – Przehyba
- Schronisko PTTK na Przehybie
- Przehyba – Dzwonkówka
- Dzwonkówka – Bereśnik
- Schronisko PTTK pod Bereśnikiem
- Wodospad Zaskalnik
- Czas na podsumowanie
Beskid Sądecki w skrócie
Beskid Sądecki jest pasmem górskim Karpat Zachodnich należącym do Beskidów Zachodnich. Położony w województwie małopolskim i prawie w całości w powiecie nowosądeckim, zajmuje powierzchnię ok. 670km2.

Beskid Sądecki od zachodu otaczają Pieniny i Gorce, od północy Beskid Wyspowy, Kotlina Sądecka i Pogórze Rożnowskie, od wschodu Beskid Niski, a od południa pasma górskie Pogórza Popradzkiego: Lubowelskie i Leluchowskie. Naturalne granice Beskidu Sądeckiego wyznaczają rzeki: Dunajec i Kamienica. Rzeka Poprad przecina go doliną na dwa pasma: pasmo Radziejowej i Jaworzyny Krynickiej.
Do najważniejszych miejscowości leżących na obszarze Beskidu Sądeckiego, mających status uzdrowisk należą: Szczawnica, Piwniczna-Zdrój, Muszyna i Krynica-Zdrój. Miano kurortów zawdzięczają nie tylko walorom turystycznym, ale przede wszystkim warunkom klimatycznym i mineralnym wodom leczniczym.
Beskid Sądecki przecinają liczne szlaki turystyczne, które praktycznie w całości są bardzo psyjazne. No, może z niewielkimi wyjątkami. Dziś wybieramy ten, którym spokojnie możemy wędrować razem z Hugo.
Szczawnica – Przehyba
Wycieczkę zaczynamy od jednej ze szczawnickich atrakcji – wodospadu Zaskalnik. Wodospadu na potoku Sopotnickim i wysokości około 5m.


Stąd ruszamy niebieskim szlakiem w stronę Schroniska PTTK na Przehybie, do którego mamy 6,5km. Pierwsze 500m idziemy drogą asfaltową mijając po drodze odejście szlaku czarnego, prowadzącego do Schroniska PTTK pod Bereśnikiem, a którym będziemy schodzić, kończąc dzisiejszą wędrówkę.
Mijamy ujęcie wody Sewerynówka i skręcamy w prawo na leśną drogę, którą zwożone jest drzewo z lasu.
Budzący się las w porannym słońcu robi na mnie jak zawsze ogromne wrażenie.




Z szerokiej jak do tej pory drogi schodzimy na węższą i kamienistą, bardziej przypominającą górski szlak, jednak jak się okaże za chwilę, obie ścieżki będą się wzajemnie przeplatać.


Mijamy tabliczkę z nazwą szczytu Koszarki, choć sam szlak trawersuje poniżej wierzchołka. Wokół panuje cisza przerywana monotonnym dźwiękiem pilarek.

Idąc dalej, przechodzimy koło niewielkiej polanki, na którą schodzimy, nieświadomi zupełnie widoków jakie na nas czekają. A czekają na nas majaczące w porannym słońcu Tatry Wysokie.


Upojeni widokiem ruszamy dalej kamienistą ścieżką w stronę Czeremchy (1146m.n.p.m.). Tuż przed szczytem dochodzi szlak zielony, również prowadzący ze Szczawnicy przez Kuni Wierch i Łysinę.


Pomimo wczesnoprzedpołudniowej godziny, słońce grzeje już naprawdę mocno, a my idąc przez Halę (Dawna Polana Czeremcha) wykorzystujemy każde zacienione miejsce, by choć na chwilkę odetchnąć.



Na szczęście roztaczające się stąd widoki rekompensują pierwsze zmęczenie.


Po dwóch godzinach marszu docieramy do Skrzyżowania na Przehybie (Mała Przehyba 1150m.n.p.m.), skąd do schroniska jest już kilka minut.

Schronisko PTTK na Przehybie
Historia Schroniska na Przehybie sięga roku 1908, kiedy to pojawiły się pierwsze plany jego budowy. Jednak z uwagi na brak pieniędzy, a następnie problemy z pozyskaniem parceli, do budowy schroniska powrócono w roku 1936, by rok później oddać do dyspozycji turystów parter. Na początku 1938r. do użytku oddano cały budynek z 52 miejscami noclegowymi. Schronisko nazwano imieniem Kazimierza Sosnowskiego – wybitnego propagatora turystyki pieszej, twórcy szlaków i autora licznych przewodników turystycznych.
W czasie II wojny światowej schronisko stało się miejscem działań grup partyzanckich i zostało ostrzelane i spalone przez oddziały Wehrmachtu. W latach 1950. PTTK postawiło najpierw schron turystyczny mogący pomieścić 16 osób, a następnie rozpoczęło budowę nowego obiektu. Na początku lat 1990. spłonęła drewniana część budynku, którą odbudowano kilka lat później. Aktualnie schronisko funkcjonuje w niezmienionym kształcie oferując łącznie z drugim budynkiem, tzw. Jaśkówką 70 miejsc noclegowych. Psy w Schronisku PTTK na Przehybie są mile widziane!



Idąc niebieskim szlakiem ze Szczawnicy nie spotkaliśmy żadnego turysty, natomiast przed schroniskiem, jak i w środku jest już gwarno. Oprócz nas są rodziny z dziećmi i liczna grupa młodzieży z plecakami, maszerująca chyba w ramach obozu wędrownego. Pomimo przedpołudniowych godzin uzupełniamy elektrolity schłodzonym lagerkiem z limanowskiego browaru o jakże wdzięcznej nazwie.
Upojeni widokami rozpościerającymi się z dużego tarasu schroniska ruszamy w dalszą drogę.

Przehyba – Dzwonkówka
Podążamy teraz szlakiem czerwonym prowadzącym w kierunku Krościenka nad Dunajcem, a będącym fragmentem Głównego Szlaku Beskidzkiego. Czeka nas kolejne 6,5km wędrówki. Hugo przez niespełna godzinkę odpoczął na tyle, że znów mu harce w głowie!

Pierwsze 2,5km idziemy w pełnym słońcu prawie po jednej poziomicy utrzymując spokojne tempo.


Wchodzimy na szczyt Skałki (1163m.n.p.m.), który zaliczany jest do Korony Beskidu Sądeckiego.


I praktycznie dopiero teraz możemy schować się w cieniu lasu, z którego co jakiś czas odsłaniają się widoki na Tatry lub gorczańskie szczyty.



Przed nami dosyć strome, jak na beskidzkie szlaki, zejście w stronę Rokity.



Czytanie mapy na otwartej przestrzeni przy tak palącym słońcu nie jest dobrym pomysłem i zanim ruszymy dalej, musimy chwilkę odpocząć w cieniu buków, skądinąd o ciekawych kształtach.


Idziemy jeszcze troszkę pod osłoną lasu, by wyjść na Przełęcz Przysłop, na której znajduje się kilka domów oraz wspaniały widok z jednej strony na masywy Beskidu Wyspowego i z drugiej, na Pieniny, z ich najwyższym, charakterystycznym szczytem – Wysoką, zwaną inaczej Wysokimi Skałkami (1050m.n.p.m.).


Przełęcz Przysłop jest tak urokliwym miejscem, że gdybym miała możliwość osiedlenia się tutaj, nie zastanawiałabym się ani chwili. Cisza, spokój i wszędzie daleko…Tak więc rzucam tęsknym okiem raz jeszcze i podążam za „moimi wycieczkowiczami”, którzy zdążyli schować się już w cieniu.

Teraz troszkę pod górę, bo w końcu z przełęczy, dochodzimy do skrzyżowania szlaków na Dzwonkówce. Gdybyśmy szli dalej czerwonym, doszlibyśmy do Krościenka nad Dunajcem. Wybieramy kolor żółty, którym pomalutku będziemy schodzić do Szczawnicy. Ale na razie – chwila odpoczynku dla wszystkich.

Dzwonkówka – Bereśnik
Odsapnięci, napojeni resztką elektrolitów i pokrzepieni suszonymi daktylami zaczynamy schodzić żółtym szlakiem w kierunku Szczawnicy. Za nami 2/3 zaplanowanej na dzisiaj trasy. Na szczęście idziemy schowani pod naturalnym, buczynowym parasolem.


W pewnym momencie, mniej więcej na wysokości Kotelnicy dochodzimy do miejsca, skąd rozpościera się widok na grzbiet, którym szliśmy, górujący nad Przełęczą Przysłop. Pomimo zmęczenia, Hugo jak zawsze gotowy na pozowanie.



Szlak łagodnie prowadzi nas w dół, do Cieluszek na wysokość 811m.n.p.m. Znajduje się tu niewielka, zielona polana, przy której zatrzymujemy się na chwilkę.


Dosłownie 200m dalej dochodzimy do Skrzyżowania pod Bereśnikiem. Właściwie już tu moglibyśmy zakończyć naszą wędrówkę, schodząc czarnym szlakiem do wodospadu Zaskalnik, ale podążając jeszcze ok. 600 za kolorem żółtym możemy dojść do Schroniska/Bacówki PTTK pod Bereśnikiem. A że nigdy wcześniej tam nie byliśmy, wykorzystujemy okazję.

Schronisko PTTK pod Bereśnikiem
Zbliżając się do schroniska już wiemy, że to była dobra decyzja.


To niezwykłe, sielskie miejsce idealnie wpisujące się architektonicznie w beskidzki krajobraz. Kameralna bacówka, w której nocleg znajdzie 41 osób. Oprócz tego, do dyspozycji jest pole namiotowe. Do środka można wejść z psem, ale ponieważ znajdujemy informację o mieszkających tu psiakach i kotach, szanujemy ich prywatność i nie wchodzimy z Hugo. Zresztą, siadając wewnątrz pozbawilibyśmy się widoków na Małe Pieniny i cudną niebieściutką abisynkę.



Siadamy więc na zewnątrz, pałaszując z apetytem szarlotkę. A te w schroniskach są naprawdę przepyszne! Co prawda odpoczywamy w cieniu jodeł, ale sceneria przypomina tę z fraszki Kochanowskiego – Na lipę.
My, do Bacówki pod Bereśnikiem doszliśmy dość okrężną drogą, ale jest zdecydowanie krótsza. Z centrum Szczawnicy prowadzi tu żółty szlak, a odległość wynosi niespełna 3km, z których kilometr prowadzi chodnikiem przy ul. Zdrojowej. Stąd też pewnie spotykamy tu kilku spacerujących kuracjuszy, a właściwie pań-kuracjuszek.
Wodospad Zaskalnik
Oj, posiedziałoby się dłużej, ale czas wracać. Przed nami jeszcze około 45 minut marszu. Żegnamy się z tym uroczym miejscem i wracamy do Skrzyżowania pod Bereśniekiem, gdzie wchodzimy na szlak oznaczony kolorem czarnym.

Zanim jednak „schowamy się” w lesie ostatni rzut oka na bliskie i dalsze szczyty górskie.


Schodząc troszkę ze szlaku można dojść do plantacji lawendy. Jednak zmęczenie całodziennym upałem plus informacja, że w poniedziałek plantacja jest zamknięta, absolutnie nie pcha nas w tę stronę.
Wycieczkę kończymy chłodząc się w wodach Sopotnickiego potoku, przy szumie spadającej wody. Swoją drogą, wodospad w popołudniowym świetle prezentuje się fantastycznie!



Przed nami 100km jazdy do domu, w którym młodszy Syn czeka na nas z ugotowanym przez siebie obiadem. My jeszcze zatrzymujemy się na chwilkę na ryneczku w Krościenku, by zjeść znane nam z wcześniejszych wypadów tradycyjne Lody u Marysi!

Czas na podsumowanie
Wycieczka przecudna! Przeszliśmy łącznie 19km w upale, który nie pozwalał forsować tempa. To właściwie dostosowaliśmy do Huga bacznie go obserwując i pozwalając mu chłodzić się w każdej napotkanej kałuży i strumyczku, choć tych akurat było jak na lekarstwo. Oczywiście nieśliśmy wodę zarówno dla siebie, jak i dla niego. Prawie godzinne odpoczynki w cieniu przy schroniskach pozwalały całej naszej trójce na regenerację i chwilę oddechu.
Postawiona we wstępie teza o rzadziej odwiedzanych przez turystów szlakach Beskidu Sądeckiego chyba się potwierdziła. Spotkaliśmy osoby jedynie przy schroniskach i na czerwonym szlaku, którego fragmentem podążaliśmy. Pozostałe szlaki należały wyłącznie do nas. A może pogoda odstraszyła wędrowców? Tezę tę potwierdzimy jeszcze w pierwszych dniach jesieni, kiedy to wybierzemy się z psiakami w znane nam, cudne miejsce w sercu Beskidu Sądeckiego – Domku Jodłowa Dolina!

