mały szlak beskidzki

Jak karmić psa w podróży?

Posted by

·

Dla każdego opiekuna psa, w tym także dla mnie, jednym z najważniejszych zadań jest zapewnienie mu odpowiedniego wyżywienia poza domem. To, co na co dzień wydaje się proste, w momencie wyjazdu już takie nie jest. O ile jadąc samochodem na wakacje czy weekend możemy wziąć ulubioną karmę psiaka, o tyle idąc na wycieczkę lub dłuższą wędrówkę – niekoniecznie. Opiszę teraz, jak zadbałam o dietę Huga przemierzając Mały Szlak Beskidzki.

Hugo – owczarek staroniemiecki

Hugo jest dwuletnim owczarkiem staroniemieckim ważącym 40 kg, który od szczeniaka „prowadzony” jest na produktach marki POKUSA FOR HEALTH, zarówno karmie, jak i suplementach. Ponadto, dostaje bonusy w postaci surowego mięsa i żółtka. Z uwagi na dopisujący mu apetyt, dzienną porcję karmy dzielę na dwie porcje: śniadanie i kolację.

Do tej pory jeżdżąc na wystawy czy wakacyjne wypady, nie zastanawiając się dłużej wrzucałam wór karmy do samochodu i jechaliśmy. W przypadku jednodniowych wycieczek Hugo dostawał zwiększoną porcję raniutko, tak by się wszystko w brzuszku ułożyło😉 i drugą taką, po powrocie.

Wraz z zakiełkowaniem się w mojej głowie pomysłu na przejście Małego Szlaku Beskidzkiego z psem, pojawił się kłopot z jego wyżywieniem. Patrząc na nasze możliwości oceniałam, że wędrówka zajmie nam około 5 dni, czyli około 25-30 km dziennie. Idąc ponad 130 km nie mogłam sobie pozwolić na dźwiganie ulubionej karmy Huga. Brałam również pod uwagę konieczność zrobienia dnia regeneracyjnego, gdyż do tej pory nie maszerowaliśmy tak długo i to dzień w dzień.

Nie zastanawiając się długo, zwróciłam się z pytaniem do POKUSA FOR HEALTH i LORD ZETON o pomoc w opracowaniu zbilansowanej diety dla Huga na czas wędrówki. Diety, która będzie nie tylko wysokoenergetyczna, ale zapewni psu niezbędne minerały, odpręży po całym dniu, a mi zapewni lżejszy plecak🙂

Wspólnie udało się nam opracować plan żywieniowy, który jak się okazało był strzałem w dziesiątkę, a mi przyniósł nowe spojrzenie na żywienie psa w czasie podróży.

Zbilansowany posiłek dla psa

Podstawą diety Huga stała się karma DogDoc, której głównym składnikiem (75%) jest jeden rodzaj mięsa, 25% stanowią składniki uzupełniające: superfoods i owoce, a 1 kg suszonego mięsa odpowiada aż 4 kg świeżego! Do tego suplementy dbające o kondycję psa zarówno podczas wysiłku fizycznego, jak i po nim. Oczywiście, żeby nie zabierać ze sobą wszystkich paczek i pudełek, wieczór przed wyjazdem spędziłam na odmierzaniu i pakowaniu do woreczków strunowych „gotowych” porcji.

Dzienna dawka karmy DogDoc dla 40kg psa wynosi 311-327g. Dla Huga zwiększyłam gramaturę do 360g, dzieląc ją na dwie porcje po 180g. Porcję poranną dodatkowo wzbogaciłam 2 miarkami żółtka jaja kurzego (RawDietLine Żółtko jaja kurzego), które między innymi wspiera rozwój i utrzymanie masy mięśniowej, dostarcza cennych minerałów i witamin, a także podnosi kaloryczność posiłku. Do porcji wieczornej dodałam po dwie miarki PowerDog BCAA Pure i RawDietLine Kaolin. Zadaniem pierwszego jest zmniejszenie zmęczenia po wysiłku oraz pomoc w regeneracji mięśni, natomiast jednym z szerokiego zastosowania glinki kaolinowej – wspomożenie pracy układu pokarmowego. Poza tym świetnie się sprawdza w podrażnieniach skóry (można robić okłady), czy czyszczeniu psiego uzębienia🙂

Przygotowanie posiłku było bardzo proste i szybkie. Przesypaną do miseczki porcję trzeba było tylko zalać wodą, wymieszać i odczekać kilka minut, aż napęcznieje. Tak podany posiłek znikał w kilka chwil, a miseczka wyglądała niczym wyjęta ze zmywarki🙂

Zanim jednak Hugo stał się amatorem nowych smaków, tydzień przed „wyprawą” zaczęłam mu je stopniowo wprowadzać do codziennej diety tak, by zaobserwować reakcję układu pokarmowego i czy w ogóle będzie jadł. A Hugo nie tylko jadł z apetytem, ale bardzo dobrze tolerował posiłek.

Przez sześć dni wędrówki Hugo spożywał przygotowane porcje, a patrząc na „powera” jakiego miał, poważnie zaczęliśmy się zastanawiać, czy mu nie podjadać ukradkiem, gdy będzie spał ;D

Coś na ząb

Po pierwszym dniu wędrówki zauważyliśmy, że lepiej nam służą dwie dłuższe przerwy, niż kilka krótszych. Był to czas, gdy mogliśmy sobie zrobić kawę lub przygotować szybki posiłek, a Hugo wrzucić coś na ząb. A tym czymś były naturalne gryzaki LORD ZETON. Żwacze wołowe nie tylko są psim smakołykiem, ale między innymi stymulują florę jelitową psa zapobiegając zatruciom pokarmowym i przeciwdziałają biegunkom. Prawdziwą wisienką na torcie, taką po całym dniu wędrówki, był gryzak ze skóry wielbłąda. Naturalny gryzak, który stymuluje prawidłowe ukrwienie dziąseł i zapobiega tworzeniu się płytki bakteryjnej.

Wyruszając na Mały Szlak Beskidzki, nie zapomnieliśmy o naszym kochanym Luckym, który z uwagi na swój gabaryt i planowany do przejścia dystans absolutnie nie nadawał się na towarzysza wędrówki. W prezencie otrzymał jeden z największych gryzaków LORD ZETON – nogę wołową ze skórą i mięsem 😀

Nawadnianie psa

Kolejną bardzo ważną rzeczą, nie tylko podczas wysiłku fizycznego, jest odpowiednie nawodnienie psiego organizmu. Żeby je zapewnić, niosłam dla Hugo 1,5l butelkę z wodą, w której rozpuszczałam dwie saszetki PowerDog Isotonic Drink. Preparat w formie proszku, który wpływa na równowagę wodno-elektrolitową, uzupełnia niedobór soli mineralnych oraz węglowodanów spalanych podczas wysiłku fizycznego. Czasem też przesypywałam preparat bezpośrednio do miseczki i tam mieszałam z wodą. Produkt jest bezzapachowy i bezsmakowy, a wymieszany z wodą znikał do ostatniej kropli.

Podsumowanie, czyli warto rozmawiać

Czasem, gdy nam się wydaje, że wiemy już wszystko na temat swojego psiaka, warto wymyśleć sobie jakiś cel, który to zweryfikuje. Tak było w moim przypadku, gdy trzeba było ruszyć w podróż z plecakiem, a każdy niesiony kilogram był na wagę złota. Rozmowa z rodzimymi producentami karm, suplementów i gryzaków dla psów pozwoliły mi zmienić dotychczasową optykę na wyżywienie psa poza domem. Teraz już wiem, że wybierając się z Hugo w kolejną podróż, mniejszą czy większą, bazować będę na produktach, które już „przetestowaliśmy”, a które okazały się być na medal!