Świat według Hugo

Posted by

·

Nagłe i niespodziewane odejście Hansa sprawiło mi nieopisany ból, tym większy, że nie mogłam i nadal nie mogę zrozumieć, jak można otruć psa. Straciłam nie tylko pięknego owczarka, ale przede wszystkim lojalnego psyjaciela, towarzysza porannego joggingu i powiernika najróżniejszych i najdziwniejszych przemyśleń. Kilka tygodni wcześniej moi Chłopcy zastanawiali się: co zrobi mama, jak nie będzie Hansa…?

Pies w domu

Każdy kto decyduje się na opiekę nad psem i traktuje go jak czworonożnego domownika, decyduje się również na cały wachlarz emocji z tą opieką związany. Tyle samo wrażeń wnosi pojawienie się psiaka w domu, jak i jego odejście. Tyle samo. Tyle, że różnych. O ile przybycie szczeniaka wywołuje pewnego rodzaju chaos, nad którym dla dobra wszystkich trzeba zapanować i pomału go okiełznać, o tyle strata psa przynosi niewyobrażalną pustkę, dla mnie porównywalną z odejściem najbliższych mi Osób. I właśnie w taką pustkę i odrętwienie wpadłam po stracie mojego Hansa.

owczarek staroniemiecki

Po pięciu wspólnie spędzonych latach nic już nie było takie same. Nikt nie stał nade mną wpatrzony gdy się budziłam rano, nie biegł przy nodze, nie asystował w kuchni, ani gdy pracowałam. Nikt już nie tuptał za mną krok w krok. Tracąc Hansa, straciłam swoje małe poczucie wolności. Bo to co dla wielu jest obowiązkiem, dla mnie jest przyjemnością. Ja po prostu uwielbiam być z psem, bo to jest tylko nasz czas, w którym mogę oderwać się od codziennych zmartwień i zadań.

Co zrobi mama, jak nie będzie Hansa? No cóż…Żeby wrócić do normalnego funkcjonowania potrzebowałam staroniemca. W zaprzyjaźnionej hodowli usłyszałam, że jak tylko będę gotowa na malucha, mam dać znać. Dałam i padłam, a właściwie przepadłam, gdy otrzymałam zdjęcie. Patrząc na nie wiedziałam już, że to mój Hugo🙂

owczarek-staroniemiecki-szczeniak

Teraz już tylko trzeba było odczekać cztery długie tygodnie, w czasie których zastanawialiśmy się jaka będzie reakcja Lucky’ego na nowego lokatora, a ja odliczałam dni jak dziecko, które nie może doczekać się upragnionych wakacji😉

Przez „bezowczarkowy” miesiąc nie zbliżyłam się z Lucky’m z dwóch powodów. Pierwszy – nigdy między nami nie było takiej chemii jak z owczarkami, a drugi, ważniejszy – decydując się na Hugo nie mogłam stać się „pańcią” Lakusia. Chodziłam na spacery z Mężem i Lucky’m, bo mi strasznie tego brakowało, ale nigdy sama z nim. Wypracowaliśmy już wcześniej pewien układ, który się sprawdzał i tak miało zostać.

Persona non grata

Wreszcie się doczekałam! Pojechaliśmy po Hugo, a ja patrząc w te piękne oczęta widziałam w nich ten sam ogień, który miał Hans. W końcu nie bez kozery w papierach stało Fiery Hans😉 Powrotna droga minęła na doprecyzowaniu planu zapoznania ze sobą psiaków, a pokonanie 200 km nie zrobiło na Hugusiu większego wrażenia, po prostu – urodzony, by jeździć.

Na pierwsze spotkanie psów wybraliśmy neutralny teren, poza domem. Na zaaranżowanym spacerze, podczas którego niby przypadkiem „wpadamy” na siebie, cały misterny plan legł w gruzach…Lucky rzucił się na malucha, a my na gwałt musieliśmy wymyśleć nie tylko nowy, ale dużo obszerniejszy plan działania.

Z pomocą przyszła siatka autostradowa i klatka kennelowa, którą pożyczyła mi Przyjaciółka. Tą pierwszą podzieliliśmy ogród na dwa wybiegi, a klatkę ustawiliśmy w salonie. Do tej pory nigdy nie korzystałam z klatki i prawdę mówiąc miałam mieszane uczucia. Jednak okazała się strzałem w dziesiątkę. Hugo bez problemu do niej wchodził, gdzie miał rozłożony kocyk przywieziony z rodzinnego domu, a Lucky pomału mógł się oswajać z nowym domownikiem.

klatka-kennelowa

W ciągu dnia pieski mogły poznawać się po obu stronach siatki lub klatki. Szczenięca ufność Hugusia, z którą podchodził do Lucky’ego hamowana była szczerzeniem zębów i gotowością do ataku. Nocą, gdy Lucky spał na kanapie w salonie, Hugo spał z nami na piętrze. Pierwsze noce, jak przy niemowlęciu, okupione były wstawaniem i wyprowadzaniem malucha na siku i kupę. I tak mijały tygodnie…

Socjal pełną parą

Dla wszystkich szczeniaków socjalizacja to podstawa. Zapoznawanie z różnymi miejscami, dźwiękami, zapachami i przede wszystkim pobratymcami stanowi bardzo ważny aspekt prawidłowego rozwoju psiaka. Każdy z nas jest dla swojego pupila opiekunem i przewodnikiem, który pomaga mu w konfrontacji z otaczającym światem. Może nie tłumaczymy tak dokładnie jak dziecku, ale chwalimy i nagradzamy lub karcimy, gdy trzeba zachowania psiaka pokazując mu w ten sposób, co jest dobre, a co nie. Niedobra na przykład jest papryczka chili, po polizaniu której „padają” ledwo co postawione uszka, a pysio robi się dwa razy większy😦

Gdy dołożymy do tego podstawy posłuszeństwa zyskamy psyjaciela, z którym można iść na koniec świata.

Do tej pory socjalizację i szkolenie naszych psów prowadziliśmy we własnym zakresie. Z uwagi na zachowanie Lakusia, z Hugo musiało być inaczej. Dla zapewnienia mu odpowiednich warunków rozwoju, ale i bezpieczeństwa, kontaktu z innymi psiakami, które go nie zjedzą, zabieraliśmy go wszędzie tam, gdzie było to możliwe. Począwszy od spacerów po Krakowie, przez spotkania rodzinne, aż po wystawy, na których podobnie jak my nawiązał wiele przyjaźni i znajomości.

Kontakty i zabawy z innymi pieskami sprawiły, że Lucky nie był już aż tak atrakcyjną istotą dla Huga. Oczywiście nadal próbował do niego podejść i zwrócić na siebie uwagę lecz ten trwał w swoim postanowieniu „niedotykalstwa”, szczerząc się i warcząc, co i tak uznawaliśmy za dobry znak, bo to znaczyło, że go ostrzegał, czego nigdy wcześniej nie robił. Tak przynajmniej było w domu. Sytuacja się zmieniała, gdy przekraczaliśmy furtkę i wychodziliśmy razem na spacer – no bo przecież nie mogliśmy trwać w tym impasie. Wspólne wyjście na spacer wyzwalało w Hugo tak niesamowite pokłady energii, że nie bacząc na zagrożenie skakał po Lakusiu i wczepiał się w jego policzek popiskując radośnie. A Lucky, nie dość, że dawał przyzwolenie na takie zachowanie, to nawet delikatnie merdał ogonem. Aż w końcu na jednym ze spacerów odważyliśmy się odpiąć smycze i puścić psy luzem. Po pewnym czasie, wracając ze spacerów zaczęliśmy puszczać psy razem w ogrodzie (na jednej części), stopniowo wydłużając czas. Zresztą, Lucky gdy już nie chciał się bawić zaczynał przybierać swoją pozę, a dla nas to był znak by odwołać Hugo. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana!

Kolejnym krokiem w socjalizacji Hugo było rozpoczęcie nauki w Szkole Psów K-9. Na szkolenie zdecydowałam się z dwóch powodów. Po pierwsze chodziło o to, by nauczyć się czegoś więcej niż elementarnych zasad dobrego wychowania. Nauczyć się wspólnego skupienia na zadaniu, które w konsekwencji pogłębi nasze relacje i wzajemne zaufanie. Po drugie – zapewnić stały kontakt z innymi pieskami, dzięki któremu Hugo nie tylko będzie miał kumpli do zabawy, ale też nauczy się odczytywać wysyłane przez nie sygnały. W momencie pisania minął rok, jak uczęszczamy na zajęcia, na których dalej zgłębiamy arkana szkolenia i spędzamy czas wśród ciekawych osób i cudownych psiaków, wymieniając się doświadczeniami i ciekawostkami o pupilach.

Hugo nastolatek

Podjęte działania przyniosły planowany efekt. Hugo wyrósł, a właściwie jeszcze wyrasta, na dużego, zrównoważonego psa. Jest żywym srebrem, czym przypomina ognisty charakter Hansa potrzebującym ogromnej ilości zadań i zabawy, by dać upust drzemiącej w nim energii. Na szczęście trafił na godną siebie zawodniczkę, która też nie może usiedzieć na miejscu i nie potrzebuje pretekstu, by włóczyć się godzinami🙂 Przez ostatni rok wspólnie przemierzyliśmy ponad 150 km po beskidzkich i gorczańskich szlakach, jeżdżąc na wystawy i szkolenia i wszędzie, gdzie się da. Gdy tylko biorę kluczyk do samochodu, Hugo już siedzi przy drzwiach garażu, a ja z bólem serca muszę mu czasem tłumaczyć, że tym razem nie możemy jechać w dwójkę.

Praca z Hugo przełożyła się bardzo na postawę i zachowanie Lucky’ego, którego coraz częściej zaczęliśmy brać na wspólne wycieczki, a zwieńczeniem tego procesu był weekendowy wyjazd z dwoma psiakami. Relacje obu „panów” weszły na zupełnie nowy poziom, choć czujności nie może stracić żadne z nas.

Hugo raczej bez problemu uznał „wyższość” Lakusia i nie walczy z nim o dominację. Lucky nie widząc w Hugo potencjalnego zagrożenia – nie atakuje go. Obcowanie Huga z innymi psami nauczyło go odbierać wysyłane przez Laczka sygnały i wie, kiedy należy się wycofać. Siatki w ogrodzie jeszcze nie zdemontowaliśmy, ale jest zostawione przejście i każdy z psów w każdej chwili może dostać się na swoją część. W domu raczej unikamy konfrontacji. Hugo z reguły drepta sam na piętro, by pracować ze mną lub jeden psiak jest w domu, drugi w ogrodzie. I tak na zmianę…

Spędzam z Hugo mnóstwo czasu. Stoi nade mną wpatrzony gdy budzę się rano, idzie przy nodze, asystuje w kuchni, i gdy pracuję. Tupta za mną krok w krok. Wraz z Hugo, odzyskałam swoje małe poczucie wolności. I nawet nie chcę się zastanawiać co zrobię, gdy go nie będzie…