Drugi weekend stycznia przywitał nas w Piwnicznej – Zdrój iście zimową aurą, dzięki której wszystko wyglądało jak w bajce. Domek, las, góry. Idealna pogoda by ruszyć z psami na beskidzką eskapadę. Połączenie spaceru i zabawy z nimi z odkrywaniem nowych miejsc jest tym, co przynosi mi ogrom radości i satysfakcji. Nie mogło być inaczej i tym razem!
Domek Jodłowa Dolina
Na bazę wypadową wybrałam malowniczy Domek Jodłowa Dolina usytuowany na stokach Eliaszówki – najwyższego szczytu Piwnicznej – Zdrój. Do domku prowadzi równie malownicza leśna dróżka, na pokonanie której o tej porze roku przyda się samochód z napędem na cztery koła, zwłaszcza gdy cały dzień prószy śnieg… Sam domek prowadzony przez sympatycznych i pomocnych Gospodarzy urzeka położeniem i przytulnością. A dbałość o każdy detal sprawia, że chce się tam być:)



Eliaszówka – na początek
Eliaszówka w Beskidzie Sądeckim (1023 m.n.p.m.) jest najwyższym szczytem Gór Lubowelskich, na granicy polsko-słowackiej. Znajduje się na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego, jednego z największych tego typu parków w Polsce. Od strony polskiej na szczyt można dojść niebieskim i zielonym szlakiem z Piwnicznej – Zdrój lub zielonym z Przełęczy Gromadzkiej. Możliwe jest również wejście żółtym szlakiem od strony Słowacji.
Położenie domku, odręcznie narysowana przez Gospodarzy mapa z charakterystycznymi punktami, a przede wszystkim umiejętność czytania map i orientacja w terenie pozwalają nam wybrać drogę na skróty – drogami i ścieżkami leśnymi, które niekoniecznie muszą być łatwe do przejścia o tej porze roku. Ale za to piękne:)
Tym sposobem po około 40 minutach dochodzimy do zielonego szlaku, który biegnie grzbietem, a odległość do szczytu Eliaszówki wynosi niespełna 500 m. Na szczycie znajduje się zadaszona wiata, w której popijamy herbatkę oraz wieża widokowa o wysokości 20 m, z której roztacza się widok na okolicę: tę dalszą i bliższą.



W ramach ciekawostki, Eliaszówka jest jednym z punktów na Beskidzkiej Drodze św. Jakuba (Szlak św. Jakuba Zvir – Cieszyn), liczącej 293 km.

Nasyceni widokami, wiadomościami i czekoladką przechodzimy ciut dalej na obiecaną pieskom zabawę. Tym bardziej, że Hugo czeka już zniecierpliwiony z kolejnym patykiem do aportowania.



Pogoda cudowna, zabawa przednia, wszyscy zadowoleni idziemy dalej zielonym szlakiem w stronę Przełęczy Gromadzkiej. Po drodze widzimy ślady zostawione przez amatorów biegówek, wśród których region ten jest popularny. Do pokonania mamy odległość 3 km zalesionym grzbietem, z którego co jakiś czas wychodzimy na polanę.



Na przełęczy skręcamy w prawo na szlak czerwony i po kilku metrach dochodzimy do Bacówki na Obidzy. Niestety nie możemy wejść do środkami z psami, więc solidarnie z nimi jemy na zewnątrz. Psy porcję karmy, którą niesiemy ze sobą, a my kwaśnicę i pierogi z kaszą i mięsem. Zresztą bardzo dobre;)


Kontynuujemy nasz spacer czerwonym szlakiem, który biegnie wzdłuż zabudowań i Ośrodka Narciarskiego Sucha Dolina, dziś nieczynnego. To chyba najmniej ciekawa część wycieczki, bo prowadzi asfaltową drogą dojazdową do mijanych domów. Przy pomniku upamiętniającym kurierów z czasów II wojny światowej, skręcamy we wspomnianą na wstępie leśną drogę dojazdową do domku.
Tym sposobem zrobiła nam się fajna pętelka na prawie 13 km, która co poniektórych uczestników „wykończyła”.


Eliaszówka – na koniec
Pierwotnie, na drugi dzień pobytu zaplanowaliśmy wycieczkę w stronę Wielkiego Rogacza, a być może i Radziejowej (1266,5 m.n.p.m.), która jest najwyższym szczytem Beskidu Sądeckiego. Jednak ciągle padający śnieg i słaba widoczność zweryfikowały nasze plany. Ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie mieli innej alternatywy:)
I tak, leśnymi dróżkami ruszamy w stronę Chaty Magóry, górskiego schroniska i ośrodka jazdy konnej w Piwnicznej – Zdrój. W pewnym momencie, po krótkiej, acz burzliwej dyskusji, wycieczka rozdziela się na dwie i każdy piesek podąża ze swoim opiekunem inną drogą. Cel ciągle ten sam – Chata Magóry. Idę z Hugo drogą prowadzącą przez las, mijając pojedyncze zabudowania, polany i gdy już mam pewne wątpliwości, czy aby dobrze idziemy, wypatrujemy koniki, a to oznacza, że jesteśmy na miejscu.



Jakież było nasze zdziwienie z Hugusiem, gdy zobaczyliśmy Lakusia, który czekał już przed schroniskiem – niestety tu również pieski nie mogą wchodzić do środka. Po szybkiej przekąsce postanowiliśmy dalej ruszyć razem;) Dokąd? Na Eliaszówkę! Stąd zielonym szlakiem to już niespełna 45 minut drogi, a drogę ze szczytu do domku mamy opanowaną. W porównaniu do dnia wczorajszego śniegu przybyło i momentami idzie się dużo wolniej. I tak mniej więcej w podanym czasie zdobywamy szczyt po raz drugi.


Całą drogę idziemy w śniegu, który nie przestaje prószyć i którego przybywa coraz więcej. Schodzimy w tej zimowej, pięknej scenerii upewniając się, że wybranie takiego rozwiązania przy dzisiejszej pogodzie było najlepsze. Dzięki temu mamy powód, by wrócić jeszcze do Jodłowej Doliny!



