Dwa pyszczki Lucky’ego

Posted by

·

Lucky przyszedł na świat 27 marca 2020 roku, w wyniku gorącego romansu utytułowanego wilczarza irlandzkiego z panią jużak – owczarkiem południoworosyjskim. Połączenie irlandzkiej krwi z rosyjską stworzyło mieszankę równie ognistą, jak romans rodziców…

W czepku urodzony

Był czas pandemii, a my obserwując relacje Homera i Hansa wiedzieliśmy, że dwa psy to nie to, co jeden. Homer, który był dla Hansa pewnego rodzaju mentorem, z racji wieku zaczynał pomalutku usuwać się na bok, stwarzając mu możliwość przejęcia „opieki” nad nami. Wtedy już podjęliśmy decyzję, że gdy Homer odejdzie za Tęczowy Most, Hans zyska nowego kolegę. Oczywiście owczarka staroniemieckiego.

Tymczasem, dostaliśmy propozycję adopcji owocu wspomnianego romansu-mezaliansu. Poza tym, że wiedzieliśmy, że wyrośnie duży pies, nikt z nas, łącznie z „Oferentami” nie wiedział, jaki. O jakim charakterze i usposobieniu.

Po wielu dyskusjach, ostateczne podjęcie decyzji należało do mnie, jako głównego psiarza w naszym domu. Głównego, bo to ja karmię, spaceruję, pamiętam o szczepieniach. I tak o to, po ośmiu tygodniach od narodzin przyjechał do nas Lucky, wraz ze swoim tygryskiem:)

Pojawienie się Lakusia wzbudziło bardziej ciekawość i ostrożność, niż radość naszych psiaków, które jakby przeczuwały, że ten gość staroniemcem nie jest i na wszelki wypadek trzeba go pilnować na każdym kroku.

Lucky jadł, rósł i nie odstępował starszych kolegów na krok. I w miarę jak rósł coraz bardziej zaczynał przypominać pojazd bojowy z Gwiezdnych Wojen: AT-AT.

Wtedy też zaczęliśmy zauważać pierwsze różnice w zachowaniu Lakusia. Gdy my potykaliśmy się na każdym kroku o Homera i Hansa, bo przecież musiały być przy nas, Lucky szedł na drugi koniec ogrodu i tam sobie leżał. Nie przyzwyczajeni do takiego zachowania zaczęliśmy się zastanawiać, czy coś mu nie dolega. Gdy Hans podawał szarpak do zabawy, ten stał nie mając zielonego pojęcia o co może chodzić. Podobne zdziwienie Lakusia wzbudzało ciągłe bieganie kolegi za tą samą piłeczką:)

Po sześciu miesiącach od przybycia Lucky mierzył 83 cm w kłębie i ważył 50 kg, a otaczające nas do tej pory przedmioty zaczęły nabierać nowego wymiaru. Mniejszego.

Spacer 1, 2, 3

Jak na głównego psiarza przystało, poranne spacery należały do mnie. Najpierw raniutko biegałam z Hansem, potem szłam z Lucky’m, by na końcu dostojnie kroczyć z Homerem, dla którego ważniejsze już było zaznaczenie stałych miejsc, niż pokonywanie kolejnych kilometrów. Czasem brałam całą trójkę naraz, ale nie miało to sensu. Każdy z nich miał swoje tempo i swoje potrzeby. Po powrocie pieski dostawały ode mnie swoje miseczki z jedzeniem. I tak było przez pierwsze miesiące…

Lucky dorastał, a wraz z dorastaniem zaczął sobie uzurpować prawo do mnie. Lucky to książkowy przykład psa, który uznaje tylko jednego „pana”, i co więcej nie zamierza się nim dzielić. Z nikim. Zaczął być zazdrosny, zwłaszcza o Hansa, który nie ukrywam, był moim oczkiem w głowie. Bo właśnie z Hansem spędzałam najwięcej czasu, spośród całej trójki. Zazdrość o mnie i narastającą niechęć do Hansa Lucky zaczął okazywać niespodziewanymi atakami na niego, które przybierały na sile i częstotliwości. Pierwsze starcia należały do Hansa, który pokazywał młodszemu miejsce w szeregu. Jednak w obliczu narastającej zaciekłości i gabarytu Lakusia, zaczął być bez szans:(

Wejście pomiędzy dwa rozjuszone psy, by je rozdzielić graniczyło z cudem. Ważne było bezpieczeństwo zarówno ich, jak i nasze. Z każdym kolejnym atakiem Lucky’ego wzbierała we mnie złość i żal. Kochałam go bardzo, ale zaczynałam poważnie się zastanawiać nad nowym domem dla niego. Takim, gdzie nie będzie innych psów, z którymi będzie musiał się dzielić. Jednak to było najgorsze rozwiązanie, na jakie mogliśmy się zdecydować. Zamiast szukać domu, zaczęliśmy analizować zaistniałą sytuację. I co się okazało? Że problemem nie są psy, ale ja. Historia odnotowała już niejedne przypadki, gdy poszło o kobietę…Na szczęście, dla mnie nie trzeba było szukać nowego domu;)

Moje wilki

Kolejnym krokiem był więc „podział” psów. Ja wzięłam owczarki, Mąż – Lakusia. Od tej pory każde z nas karmiło, spacerowało i zajmowało się swoimi pupilami. Wierzcie mi, że ignorowanie Lakusia sprawiało mi ogromną przykrość, ale zaczęło przynosić oczekiwane efekty. Pomalutku atmosfera w domu zaczęła się uspakajać, a Lucky był przeszczęśliwy, że nie musi czekać ze spacerem na swoją kolej. I to jeszcze po Hansie.

Dosłownie rok po adopcji Lakusia, odszedł Homer. Został trzyletni Hans i roczny Lucky. Psy o silnych charakterach i przywódczych osobowościach. Lucky, który bez pardonu wykorzystywał swój gabaryt do walki o dominację i Hans, nadrabiający sprytem. Tak, jak my „podzieliliśmy się” psami, tak one podzieliły się terytorium. Gdy Hans pilnował od południa, północ posesji należała do Lakusia. Podobnie w domu: Lucky na dole, Hans na górze. Gdy Hans chciał się pozbyć „kolegi” podchodził do okna i zaczynał szczekać. Lucky momentalnie wówczas zrywał się z kanapy i wybiegał na zewnątrz, a Hans – wygodnie się na niej mościł. W miarę neutralnym terenem był dywanik, na którym zalegały…

Przyszło lato, Mąż wyjechał z Chłopcami na wakacje, a ja zostałam sama ze zwierzyńcem. Co prawda twierdziłam i nadal twierdzę, że żadne spa i inne all inclusive nie zapewniało takiego wypoczynku (tydzień bez prania i gotowania), ale stanęłam przed zadaniem ponownej opieki nad dwoma psiakami. Podanie miski i wyprowadzenie Lakusia na spacer obudziło w nim uśpione demony. Po tygodniu trzeba było rozpocząć prawie cały proces od nowa. I tak już było do odejścia Hansa. Pojawienie się w życiu Lucky’ego Huga zasługuje na osobną historię.

Lucky wilczarz

Z wyglądu Lucky wdał się w tatusia i przypomina wilczarza irlandzkiego, choć dla amatorów tej rasy różnice są aż nazbyt widoczne. Wilczarzem jest w domu. Charakterystycznie dla psów o podobnym gabarycie przysiada na kanapie opierając się przednimi łapami o podłogę. Uwielbia wylegiwać się na kanapie, w zimowe wieczory przy kominku i słuchać muzyki. Nie każdej. Jest koneserem jazz’u i klasyki. Często, gdy kończy się płyta wymownie spogląda w stronę głośnika lub podchodzi do niego, dając tym samym do zrozumienia, że coś tu nie gra. Jest wielkim przytulasem, a na komendę „daj łapę” podaję ją niczym dystyngowana dama. „Charcia” strona Lakusia widoczna jest też na spacerach, na otwartych przestrzeniach, kiedy w nozdrza wpada zapach leśnej zwierzyny…

Lucky nie lubi szarpaków, piłeczek, ani żadnych aportów. Po stracie swojego pluszowego tygryska, którego po złości rozgryzł Hans, dostał pluszaka godnego swojego rozmiaru;)

Lucky jużak

Południoworosyjskie geny Lakusia widoczne są na podwórku. Jest czujnym stróżem, na widok którego wiele osób omija ogrodzenie szerokim łukiem. Zwłaszcza, gdy się o nie oprze przednimi łapami. Na zewnątrz, nie potrzebuje również kontaktu z nami. Odchodzi na koniec ogrodu i tam leżąc bacznie obserwuje teren. Gdy podjeżdżamy pod dom podniesie tylko łeb, by fakt ten odnotować. Jest bardzo terytorialny, a teren, który uznał za swój wychodzi poza ogrodzenie domu. Cała wieś należy do niego. Ot, taki melancholijny zawadiaka:)

Lucky jest psem bardzo inteligentnym i wrażliwym, równocześnie będąc stanowczym i pewnym siebie. Jest wymagający i nieprzewidywalny. Trzeba się go nauczyć i nauczyć rozpoznawać wysyłane przez niego sygnały. Jest wspaniałym psem, którego bardzo kocham, ale między nami nie ma tej chemii, która jest z owczarkami…