W moim domu i rodzinie zawsze były psy. W dzieciństwie towarzyszył mi cocker spaniel angielski, w szkole podstawowej i średniej – doberman. Po „bezpsiowym” okresie studiów i pierwszych latach pracy pojawiły się one – owczarki staroniemieckie. Psy, które skradły moje serce!
Owczarek staroniemiecki – dlaczego?
Prawie 20 lat temu przeprowadziliśmy się z dwójką dzieci na wieś, do domu z ogrodem. Teraz już było pewne, że jedną z pierwszych decyzji będzie ta o wprowadzeniu psa. Ale jakiego? Zawsze lubiłam duże psy, do pogłaskania których nie trzeba się schylać i te zaliczane do ras stróżujących. Moje wcześniejsze doświadczenie z dobermanem plus odrobina zdrowego rozsądku podpowiadała, że pomimo jego wyjątkowego uroku i inteligencji nie będzie to dobry wybór przy małych dzieciach.
Po przeanalizowaniu jeszcze kilku ras, wyliczeniu wszystkich „za” i „przeciw” ostateczna decyzja padła na owczarka staroniemieckiego. Dlaczego? Duży, piękny, wytrzymały, opanowany, inteligentny, stróżujący, obronny, opiekuńczy, rodzinny, towarzyszący… Jednym słowem: pies orkiestra!
Owczarki staroniemieckie w naszym domu
Od decyzji do działania poszło szybko. Znalazłam profesjonalną hodowlę, z którą związana jestem do dziś:) i tak w naszym domu pojawił się Homer (2007). Puchata kulka w umaszczeniu bi-color. Pies o spokojnym, zrównoważonym temperamencie. Towarzysz zabaw i strażnik dziecięcego wózka. Niestety, dwa lata później, niezamknięta na klucz furtka i kolega beagle otworzyły mu drogę za Tęczowy Most:(


Równie szybko jak poprzednio pojechałam w znajome miejsce, gdzie czekał cierpliwie na nowy dom jeszcze jeden piesek – Apis. Ponieważ Apis wyglądał niemal identycznie jak Homer, po przyjeździe do domu został przemianowany na Homera Drugiego (2009). Pies o dużej, mocnej budowie i spokojnym charakterze. Homer II towarzyszył naszym dzieciom w dorastaniu, od przedszkola do szkoły średniej.


Gdy Homer II miał 9 lat, podjęliśmy decyzję o przyjęciu pod nasz dach drugiego psiaka. Oczywiście owczarka staroniemieckiego:) I tak w życiu naszym, a najbardziej moim, pojawił się Hans. Puchate cudo w umaszczeniu wilczastym (2018). Homer z niezwykłą czułością przyjął malucha, ucząc go poprzez zabawę, by stopniowo ustąpić mu miejsce w hierarchii.



W 2020 roku, w czasie pandemii, gdy żyliśmy jak u Pana Boga za piecem z dwoma psami i pięcioma kotami, dostaliśmy propozycję adopcji kolejnego pieska. Moi Panowie dyplomatycznie wybrnęli dając mi możliwość zadecydowania. I tak pojawił się Lucky, któremu poświęcony zostanie osobny wpis:)

Rok później, w niespełna dwa miesiące po swoich 12 urodzinach odchodzi Homer, a Hans i Lucky zaczynają toczyć bój o przywództwo. Boje, które raz słabnąc, raz przybierając na sile spędzają nam sen z powiek, a mi przynoszą chwile zwątpienia…


Nie poddajemy się. Wprowadzenie pewnych rozwiązań, które też zasługują na osobną opowieść plus wypracowanie swoistego kompromisu przez psy pozwalają odetchnąć, ale nie stracić czujności. Najmniejszy błąd z naszej, a głównie mojej strony, może stać się pretekstem do walki, w której Hans z uwagi na gabaryt Lakusia nie ma szans. Może jedynie zyskać sprytem i odwagą. Co też robi.

Po dwóch latach względnego spokoju, w słoneczny majowy poranek po powrocie z codziennej przebieżki z Hansem, ten zaczyna się słaniać. Nie pomagają leki, kroplówki, odtrutki. Nie wytrzymuje wątroba. W niespełna sześć godzin od pierwszych objawów umiera… Mój Hans. A ja wiem, że powstałą pustkę i chaos może wypełnić tylko drugi on.
Po niespełna czterech, jakże dla mnie długich i nijakich tygodniach jedziemy na moją ukochaną Opolszczyznę. Po kogo? Po Hugusia! A ja patrząc pierwszy raz w jego oczka widzę w nich Hansa (2023).
Jeżeli ktoś z Was oglądał film Był sobie pies, przy którym ja ryczę jak bóbr i stwierdzam, że to nie może być film dla dzieci lub jeśli istnieje coś takiego jak psia reinkarnacja, to ja w nią wierzę! Poza różnicą w umaszczeniu, Hugo to Hans. Siada i kładzie się dokładnie w tych samych miejscach, zabiera mi klapki spod prysznica i nie odstępuje na krok. Wulkan energii. I najważniejsze. To spojrzenie. Spojrzenie, w którym jest wszystko. Które przenika na wskroś, a mnie ogarnia spokój…

Dzieci, psy i praca…
Homery, zwłaszcza Homer II, nie miały tyle szczęścia co Hans i Hugo. Nie mogły liczyć na równe oddanie i miłość z naszej strony. Praca, wychowanie dzieci, opieka nad moimi Rodzicami, choroby nie pozwoliły poświęcić mu odpowiednio dużo uwagi. Ale czekał. Czekał cierpliwie tak, jak potrafi czekać tylko pies. Doczekał się. Chłopcy podrośli, ja wróciłam do żywych, wszyscy zaczęliśmy mieć więcej czasu dla niego. A pojawienie się Hansa przywróciło mu drugą młodość!
Uważam, że dzieci powinny wychować się z psami lub innymi zwierzętami. Nie tylko wzmacniają przy nich swoją odporność, ale uczą się empatii i obowiązkowości. Bo pies to obowiązek i odpowiedzialność. Tak, jak dzieci trzeba je nakarmić, ubrać, bawić, nauczyć wielu rzeczy. Wziąć do lekarza, na spacer, przytulić. Różnica polega na tym, że dzieci w pewnym momencie zaczynają robić to same. Psy nie. One dalej czekają aż nalejesz wody i podasz miskę. Aż rzucisz piłeczkę. Dlatego też decydując się na takiego członka rodziny musisz mieć czas. Dla siebie i dla niego.

Pieskie życie
Życie z psem, zwłaszcza z owczarkiem to nie tylko spacery i podanie miski. To totalna rewolucja! Bez względu na sierść, krótką czy długą, jest ona wszechobecna. Począwszy od maselniczki, po świeżo wypraną koszulkę. W torbie z laptopem znajdziesz piłeczkę, za to nie znajdziesz drugiej skarpetki z ulubionej pary. Myjesz okna, on je liże. Wsadzasz sadzonki, on po nich łazi. Grabisz liście, on je rozgarnia. Idziesz do łóżka, on już tam leży. Budzisz się rano, on stoi nad tobą. Niesiesz kawę, jest pod nogami. Leje, wieje, ty spacerujesz… Ale możesz być pewna, że nigdy nie będziesz sama:)
Bo owczarkowe love to stan umysłu. Wracasz do domu, a on już tam czeka na ciebie. Przynosi piłeczkę, zabiera kapcie. A ty nie zastanawiając się długo czochrasz ten łeb kudłaty i patrzysz w te mądre oczęta. Bo to twoje love. Twój stan umysłu…

