28 grudnia. Sobota. Taki dzień zaraz po Świętach, a tuż przed Nowym Rokiem. Wydawałoby się nic specjalnego. Jednak dla mnie ma on szczególne znaczenie. Jakie? Zapraszam do lektury:)
Planowanie trasy
Perspektywa sobotnich, jakże nic niewnoszących w nasze życie obowiązków domowych stała się dla mnie pretekstem, by sięgnąć po mapę i zaplanować spacer z Hugo. Z uwagi na mglistą pogodę, taki niezbyt długi i niezbyt daleko. A jeszcze najlepiej, żeby zrobić pętelkę. Wybór padł na Ciecień, koło Wiśniowej. Tym bardziej, że jeszcze tam nie byliśmy;)
Zostawiam samochód przy jednych z ostatnich zabudowań Wiśniowej, na rozejściu szlaków: żółtego i zielonego. Ruszam z Hugo tym drugim i po minięciu dwóch, trzech gospodarstw oraz pól uprawnych dochodzę do ściany lasu. Odwracam się, by spojrzeć na wznoszące się Pasmo Lubomira i Łysiny.


Wchodzimy na leśną ścieżkę, na której spotykamy pierwszych turystów. W miarę możliwości szybko, gdyż poziomice o dziwo dość gęsto tu zalegają, mijamy ich i już możemy rozkoszować się samotnością.
Szlak prowadzi przez odarty o tej porze roku z liści las bukowy, a te ścielą się u naszych stóp niczym dywan.
Hugo zajęty przekopywaniem liści w poszukiwaniu patyka nie różni się niczym od małego dziecka, które uwielbia takie szuranie:)



Wraz z wysokością zmienia się szata roślinna i witają nas teraz zielone świerki, a ścieżka zdecydowanie się wypłaszcza. W niecałe 30 minut doszliśmy na szczyt Ciecienia.

Ciecień (830 m.n.p.m.)
Ciecień to jeden ze szczytów Beskidu Wyspowego (BW) zaliczanych do Głównego Szlaku Beskidu Wyspowego Beskidzkie Wyspy oraz Odznaki Korony Beskidu Wyspowego. W przeciwieństwie do innych szczytów BW jego pasmo ma przebieg południkowy. Różni się również od nich budową geologiczną. Z innych ciekawostek, lasy, które kiedyś pokrywały Pasmo Cietnia (druga nazwa) były ulubionym miejscem polowań króla Władysława Łokietka.
Sam szczyt jest zalesiony i nie wywiera większego wrażenia. Jest miejscem spotkań szlaków prowadzących z pobliskich miejscowości: Wiśniowej, Wierzbanowej, Skrzydlnej, Szczyrzyca. (Dzięki uprzejmości napotkanych turystów mamy wspólne zdjęcie).


Jednak przejście kilku kroków niebieskim szlakiem w stronę Wierzbanowej doprowadza nas na startowisko paralotniowe i lotniowe, które wynagradza dotychczasową drogę przez las. Prawdę mówiąc nie spodziewałam się takiego widoku.
Wracamy z powrotem na szczyt i podążamy niebieskim szlakiem w kierunku Księżej Góry, mijając po drodze rozgałęzienie szlaków Pod Cietniem.
Idąc rozmyślam nad dzisiejszą datą. Dwadzieścia lat temu urodził się nasz pierworodny, a ja wcieliłam się w nową dla mnie rolę. Rolę mamy. Wspominam chwile, które przy pierwszym dziecku za każdym razem są nowe. I ze wspomnieniem każdej kolejnej uśmiech na mojej twarzy robi się coraz bardziej promienny. Tak, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem dumna z mojego małego mężczyzny. Zresztą, z młodszego też:) I tak z dumnie wypiętą piersią i uśmiechem na twarzy, z Hugo u boku dochodzę do skrzyżowania pod Księżą Górą, gdzie spotykam równie uprzejmych, jak wcześniej turystów, którzy robią nam zdjęcie.


Teraz opuszczamy niebieski szlak i skręcamy na żółty, którym zatoczymy pętlę do miejsca gdzie porzuciliśmy samochód. Przed nami około 1,5 km do przejścia, z czego ostatnie kilkadziesiąt metrów idziemy asfaltem, a na horyzoncie widzimy smog nad Dobczycami.

Zgodnie z tym, co „podawała” mapa spacer zajął nam niespełna 2 godziny, a do przejścia mieliśmy niewiele ponad 5,5 km. Do naszej Książeczki GOT PTTK możemy sobie dopisać kolejne 10 pkt i z czystym sumieniem zjeść kawałek urodzinowej malinowej chmurki, którą wczoraj upiekłam. A może i dwa?

I tradycyjnie już trasa:)

